Kino meta

Wyspa

Chcieliśmy się zanurzyć w mistycznym kinie Wschodu. Ale na koniec trafiliśmy jak zwykle do Hameryki.

Paweł Ługin

Wyspa

Mistyczna historia o pustelniku prawosławnym w czasach radzieckich, żyjącym na dalekiej północy.

Prosta historia, bez fajerwerków, a ciary idą.

Dawno nie widziałem takiej kwintesencji wschodniego chrześcijaństwa, która wyraża się w modlitwie serca “Jezusie Synu Dawida, ulituj się nade mną grzesznikiem”. Ilustracja filmowa bardzo mocnej pozycji w lekturach duchowych “Opowieści pielgrzyma”.

Pustelnik, ojciec Anatol – gbur, brudas, szaleniec, poprzez swoje ogołocenie, dostaje łaskę leczenia z ran duchowych i fizycznych. Nie jest to jednak opowieść o cudach. Cuda wyglądają bardzo banalnie. Rozmowa, która mnie powaliła w tym filmie odbywa się między ojcem Anatolem a jego przełożonym, gdzie dyskutują o cnotach- co ojciec Anatol kwituje: “Bogu cuchną Twoje cnoty”. To zdanie we mnie pracuje.

Kiedy więc my biedni chrześcijanie mamy wiedzieć, czy nasze dobre uczynki cuchną czy są dobre?

Odpowiedź jest prosta: gdy nasze dobre uczynki nie dają nam roszczeń do jakichkolwiek pretensji i żalów do drugiego człowieka, za dobro jakie mu wyświadczyliśmy.

Fakt, jak pisał w swojej książce Budzy- po tym filmie człowiekowi chce się modlić.

* * *


Abel Ferrera

Zły porucznik

Drugim, bardzo ważnym filmem, jaki zaliczyłem to “Zły porucznik” Abla Ferrery. Oczywiście zachwyty nad nim znane mi były wcześniej – ja jednak go nie mogłem przejść.

Obleśność tego filmu jest wielka.

No ale w końcu dotrwałem do końca i wszystko mi się ułożyło w jedną całość. Ten film to kwintesencja chrześcijaństwa zachodniego.

Zły porucznik jest naprawdę zły, a jednak ostatecznie czyni rzeczy dobre.

On nie cuchnie cnotami prawości a la grecko-rzymskie dezyderaty “jak dobrze żyć”, więc to, co na końcu zrobił, nie było z niego, było pozanaturalne… było od Boga.

Jest tam więc grzech (aż się wylewa), wyznanie win i prośba o przebaczenie oraz pokuta. Szok!

Zło jest złe, oglądając je z boku, można się zrzygać, ale nie ma co się oszukiwać, codzienność składa się z takich małych skurwysyństw – u złego porucznika granica została przekroczona.

Dobro jest dobre, choć bez takiej spektakularności jak zło. Jest nieatrakcyjne dla kina (świata), i sieje w istocie zgorszenie- bo nie jest z tego świata.

Doprawdy, reżyserowi udała się sztuka wręcz niemożliwa.

Jestem pod głębokim wrażeniem.

* * *


Terrence Malick

Ukryte życie

Film o błogosławionym Austriaku Franzu, którego nazwiska nie jestem w stanie napisać, który w czasie II wojny odmówił przysięgi Hitlerowi i służby w wojsku, za co spotkała go męczeńska śmierć.

Błogosławiony za pontyfikatu Papieża BXVI Franz, jak się okazuje, za młodu prowadził hulaszcze życie, ale w pewnym momencie, nawrócił się ożenił, urodziły mu się 3 córki, i prowadził ciche i ukryte życie rolnika gdzieś w austriackich Alpach.

No ale wokół szalały moce i zwierzchności, system Antychrysta nie ominął tego człowieka, co też pokazuje, jak bardzo polityka dotyczy każdego.

Znacie styl Malicka z “Cienkiej, czerwonej linii”. Długie kadry przyrody, oszczędne dialogi, częste pokazanie człowieka z jego myślami, grymasami, gdy gonitwa myśli, przeżyć zatrzymuje nas na chwilę między codziennymi sprawami. O ile taka maniera np. w Rycerzu pucharów, kompletnie nie wyszła, o tyle w tym filmie, wyszło to nad podziw udanie.

Dawno nie widziałem tak poruszającego filmu religijnego, chyba od czasu “Wyspy” Łungina. Wszystko tu, mimo, że trwa długo, bo ponad 2,5 h, jest na miejscu.

Zero religijnej tandety. Zero kiczu i zgrzytających dialogów o Bogu. Film namalowany oszałamiającymi kadrami przyrody alpejskiej (jestem z zasady nieczuły na filmowe widoki, ale w tym przypadku zrobiły na mnie wrażenie), która swoim pięknem krzyczy o Stwórcy.

Aktorsko też film udźwignięty przez mało znanych, austriackich aktorów (film, co też jest udane, w głównych dialogach jest po angielsku, ale w scenach pobocznych gadają po niemiecku). Pytanie, dlaczego człowiek, który właściwie jednym, malutkim gestem, który zrobili wszyscy wokół, czyli złożenie przysięgi Hitlerowi, ustawiłby sobie spokojne życie, dlaczego tego gestu nie wykonał, co przypłacił życiem, pada nieustannie.

Sam bohater nie odpowiada, co jest najbardziej wymowne, to wokół niego ludzie bliżsi i dalsi monologują, tłumacząc swoje kompromisy. Te mechanizmy są ciągle takie same, ale ciągle robią wrażenie, co pięknie wcześniej opisał Bułhakow, a pięknie pokazał Wojtyszko w ekranizacji Mistrza i Małgorzaty w scenie Jeszui i Piłata, czy Piłata i Mateusza Lewity.

Prawdziwość tego filmu Malicka, który jest tylko powidokiem prawdy, polega na tym, że pozwala nam także zderzyć się z postawą świętości i próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co ja bym zrobił w tej sytuacji.

Znam niestety odpowiedź,

ale będę prosił Tego, który w milczeniu słucha, by jeśli przyjdzie taki czas, moja odpowiedź była inna niż teraz, taka, jaką usłyszał Błogosławiony Franz i jaką z niesłychanym kunsztem ujął Terrence Malick.

* * *


Robert Gliński

Zieja

I znów, całkiem udane, polskie kino. Na pewno lepiej zrobione niż film o ks. Popiełuszce. Bardziej składnie poprowadzona historia, poprzetykana przeszłością ks. Zieji (walka w wojnie 1920, w 1939, w Powstaniu Warszawskim) z czasami działalności w opozycji lat 70tych.

Sceny batalistyczne w tym filmie nawet są, a, że robił nasz ulubieniec z ekranizacji Wiedźmina – Marek Brodzki, to takie sceny bida-szeregowiec Ryan, choć można oglądać.

No ale głównym motywem tego filmu jest bezkompromisowa postawa ks. Zieji. Towarzyszy co prawda, ludziom w morzu przemocy, ale stara się im nieść światło Ewangelii. Wychodzi do człowieka, nieważne kim jest i w co wierzy.

Taka postawa zjednywała mu ludzi o różnych zapatrywaniach. Najbardziej poruszyły mnie sceny z Kuroniem (swoją drogą, gość, który go zagrał, zrobił to świetnie, zasługuje na jakąś nagrodę, bo gość, co zagrał młodego Michnika już nie tak dobrze), gdzie w rozmowie z nim właściwie wychodzi to, co powodowało, dlaczego opozycja szła ramię w ramię z Kościołem.

A więc rezygnacja z ortodoksji, przepisów i wspólne poszukiwania Prawdy, przez duże P. I teraz rozumiem, te wszystkie zarzuty i rozczarowanie, dlaczego Kościół kiedyś był ok, a teraz jest be. Kiedyś nie dyskutowano, czy Prawda to Bóg w wydaniu katolickim, czy inna.
Łączyła Prawda.

Walczono z systemem, więc przymykano oko na szczegóły. I tak zostało, jeśli chodzi o sakramenty. Potem, po 89 r. zaczęło się dogmatyzowanie, a więc już nie było tej otwartości na wątpiących-poszukujących, raczej postawa (o jakiej mówił ś.p. o. Góra: nawróć się albo spieprzaj). Kościół chciał już na konkretnie, a ludzie dalej z przymknięciem oka. Więc oko przymykano, selektywnie, jednym tak, innym nie, ale raczej na tak, wyjątek stał się regułą, i trudno jest teraz cokolwiek zrobić, by ktoś się nie obraził. Episkopat się miota, podobnie jak szeregowi kapłani, bo co nie zrobią, to źle. No ale teraz są skutki- nie dziwić winno oburzenie, jakie pojawiło się w sieci, może to fejk, ale dobrze obrazuje tę mentalność: że odmówiono możliwości bycia matką chrzestną, dla osoby z m…ą, która dwa miesiące wcześniej złożyła akt apostazji. Dla ludzi nie ma w tym absolutnie żadnej sprzeczności, Kościół ma nie fikać, a świadczyć usługi, albo wypierdalać.

Oczywiście to jest mega trudne, wyważenie prawa i miłosierdzia, a z moich obserwacji, w Kościele brakiem Bożego Miłosierdzia i straszenie potępieniem i piekłem przeważnie jest w wydaniu osób, które czują się sprawiedliwie, i poza zasięgiem potępienia i piekła.

Dlatego dobrze rozumiem postawę ks. Zieji, bo sam drżę o swoje zbawienie, zwłaszcza jego otwartość i szacunek dla każdego człowieka, empatię i otwartość, chciałbym takim być, choć po ostatnich wydarzeniach, rozumiem też ojca Jana Górę i jego: nawróć się albo spieprzaj.

Dobrze, że powstał ten film – kolejny o księdzu, jako pozytywnej postaci, bo dobrze nakreśla specyfikę polskiego Kościoła.

Aktorsko, oprócz roli Kuronia i może, młodego ks. Zieji, i mojego ulubieńca Tadeusza Bradeckiego jako kardynał Wyszyński, jakoś nie jest rewelacyjnie. A. Seweryn w głównej roli, właściwie trochę modyfikuje swoje granie wcześniejsze postaci kardynała Wyszyńskiego. Z. Zamachowski jako UBek, też ogrywa swoje wcześniejsze role.

Film jednak szczególnie polecam moim znajomym wątpiącym i niewierzącym, bo taki Kościół, jaki prezentuje ks. Zieja, to nadal jest polski Kościół, któremu nie warto mówić: wypierdalaj.

Redaktor Ochudzki Ryszard

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Formularz kontaktowy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.