Ukraina Fantastyczna cz. 4 – Korolew i rakiety

Korolew
Korolew tuż po wakacjach w kopalni złota na Kołymie

Ukraina i Fantastyka? Ukraina i SF? Ukraina i nauka?

No cóż. Jest to temat trochę pokręcony. Tak samo jak pokręconym krajem jest sama Ukraina. Jest to kraj który tak samo jest, jak i go nie ma. Tak samo jest realny, jak jest wymyślony. Tak samo jest on na ustach całego świata, jak jest nieznany przez samych Ukraińców. Czy Ukraina chce przyznać się do całego dziedzictwa ze swojego terytorium. Czy chce porzucić to co związane z Polską, Carską Rosją, Litwą, Turcją, Niemcami, Sowietami. Czy Ukraina urodziła się z długiego snu w jaki zapadła po Koriatowiczach? Czy była tu zawsze.

To zagadnienie długie, drażliwe, nie odważę się tutaj wieść dłuższych wywodów. Ale dla mnie jest ono niezmiernie fascynujące. Ja na przykład biorę te ziemie, ze wszystkim co na nim jest.

Nie wdając się w filozofowanie (bo jeszcze trafimy na jakiego wrażliwego czytelnika) – to jak z tym ukraińskim SF?

Ukraińcy mają taki pogardliwy żart „Huculscy naukowcy ustalili że…”, który niby trochę żartuje z prymitywnych Hucułów, a jednak trochę też jest pewnym znakiem przekonania o pewnej skromności własnych dokonań.

Z jednej strony dokonania „nowoczesnej” Ukrainy wiążą się z Sowietami (jakżeby miało być inaczej). Z drugiej strony to właśnie Sowieci zawdzięczają Ukraińcom ich wkład całe to fantastycznonaukowe uniwersum jakie wykreowali.

No i dla mnie człowiekiem symbolem jest właśnie Siergiej Korolew. W skrócie człowiek instytucja, który pierwszy podbił kosmos, choć prawie nikt w świecie nie miał pojęcia o istnieniu człowieka o takim nazwisku.

Korolew (zwany też Korolowem) był genialnym konstruktorem rakiet oraz wizjonerem podboju kosmosu.

Rakiety R7, które miały przenosić pociski nuklearne pomiędzy kontynentami na szczęście dla niego okazały się bezużyteczne i zbyt niedoskonałe żeby strzelać w Londyn albo Nowy Jork. Ale nadały się żeby wynieść na orbitę doskonale wypolerowaną kulę, która świeciła Amerykanom (a zwłaszcza jednemu hitlerowskiemu naukowcowi) w oczy i kłuła ich w uszy swoim nieznośnym Piip, piip.

Można powiedzieć ze to samo życie, a nie fantastyka. No ale jak można tak twierdzić… To tak jakby przechodzić obojętnie obok wspomnienia papierosów KOCMOC

W ukraińskim mieście Żytomierz jest on czczony gdyż tam się narodził, spędził pierwsze lata życia, … i pewnie nigdy nie wrócił. W tym samym mieście na które teraz spadają rosyjskie rakiety. Piękny mają tam pomnik. I bardzo fajne posowieckie muzeum o którym później.

Napiszę parę rzeczy o Korolewie kóre wydają mi się inspirujące albo zwyczajnie ciekawe..

Nigdy nie jest za późno

Korolew zawsze mnie fascynował, jako dowód na to ile warta jest jednostka. Naukowiec (a raczej konstruktor), który wojnę przesiedział w Łagrach. Został wyciągnięty, żeby na długie lata być „osobą nr 1” w radzieckim programie rakietowym.

My blisko czterdziestki uważamy że już wszystko co ważne za nami. A on dopiero wychodził z paki, żeby na kolejne dwadzieścia lat robić rzeczy za którymi nie mógł nadążyć świat.

Tak więc wielu z nas może jeszcze coś w życiu spróbować osiągnąć.

S.P.Korolev at the command post in the Baikonur launching facility control bunker April 12, 1961. 9 hours 06 minutes 59.7 seconds. Have a good flight!

Jak to z tym łagrem było?

Korolew sześć lat zwiedział Gułag. I można się zastanawiać czy było to wycieńczające. Czy nie udało mu się „ustawić” na przeżycie jak np. Sołżenicynowi?

I tak i nie.

Bo owszem. Od pewnego momentu Korolew był zamknięty w obozie dla naukowców. Tam skoszarowani poświęcali się jednak nauce. Ale na początku  po aresztowaniu w 1938 trafił na Kołymę i bez taryfy ulgowej pracował w kopalni złota w ekstremalnych mrozach. Miesiącami słał odwołania on i jego rodzina.

Tak więc owszem – przeżył wyniszczające piekło Kołymy.

Stracił wszystkie zęby przez szkorbut i pono przetrzymał atak serca. Był chyba dość mocnym i zdrowym facetem, że to przeżył.

Ostatecznie stał się wolny dzięki temu że Sowieci podbili Rzeszę i ktoś kompetentny musiał zbierać po niemieckiej ziemi pozostałości po rakietach V2. Tak dobrze zbierał te resztki rakiet, że został pupilkiem Związku Radzieckiego.

Tak więc drogie dzieci nie jęczcie, że nauka wam się do niczego nie może przydać.

Człowiek w żelaznej masce

Nikt na świecie nie miał pojęcie o istnieniu Korolewa. W swoim kraju był on zwany Naczelnym Konstruktorem. Jego nazwisko i rola było tajemnicą państwową.

On sam pracował w miejscowości Korolew…. Stop. To dopiero potem tak nazwano podmoskiewską miejscowość. W czasach kiedy próbowano zbudować śmiercionośne rakiety, pracował on w miejscowości nazywanej dla niepoznaki Kaliningrad (żeby się szpiegom myliło z tym drugim miastem, ciekawe kogo bardziej wprowadzało to w błąd). Sowieci taki mieli że wszystko robili dla niepoznaki.

Sam Korolew musiał cierpieć pewnie najwięcej z powodu tego że Amerykanie i pracujący dla nich nazista Von Braun, nie mieli pojęcia przed kim przychodzi im się ukorzyć.

Nie powtarzali z czcią i strachem jego nazwiska.
Nie miał chyba natury Old Shutterhanda, który zawsze lubił wkręcać napotkanych wędrowców, że jest zwykłym nieudacznikiem, a nie największym kowbojem na prerii.

Dopiero po śmierci okazało się jakiego to wielkiego bohatera wydała Żytomierska ziemia.

Myślę że sputnik to był pewnego rodzaju list Korolewa do Zachodu.

“Tutaj jestem i możecie mi naskoczyć”.

Jak to było z tym Żytomierzem?

Rodzice małego Sergieja szybko się rozwiedli i on sam przeprowadził się na zachód Kijowa do miasteczka Nieżyn. Potem był związany z Kijowem i Odessą. Zatem był bez wątpienia Ukraińcem. Nie przeszkadza to celebrować małego mieszkania w Żytomierzu gdzie niestrudzony konstruktor przyszedł na świat.

No i jest tam zarąbiste (jak na sowieckie czasy) muzeum kosmonautyki, które naprawdę warto odwiedzić. I piszemy o tym jeszcze w numerze.

Jak to było z tą Ukrainą?

Dodajmy  że podbój kosmosu to zasługa co najmniej dwóch Ukraińców. Drugim z nich był Nikita Chruszczow. Ten to akurat głowy do nauki nie miał. Ale żywił do sztuki inżynieryjnej wielką estymę. I był dla działań Korolewa wielkim protektorem.

Ale nie tylko zachwyt nad możliwością przenoszenia pocisków pomiędzy kontynentami, to zasługa Nikity. Drugą zasługą było to że Towarzysz Pierwszy Sekretarz miał dość politycznej zdolności żeby przez 11 lat utrzymać się przy władzy i nawet raz wydostać się z niemal udanego zamachu stanu.

Jego konkurenci nie mieli głowy do tych technicznych nowinek.

Troszkę niżej wspomnimy o trzecim Ukraińcu – Głuszcze z Odessy.

Z ilu komputerów korzystał Korolew?

Z jednego. Nie miał wyjścia. Bo w ZSRR był tylko jeden komputer. W dodatku cywilny. Stalin twierdził, że cybernetyka to nauka „opierająca się na błędnych zasadach”. Więc z komputerami było w tym kraju naprawdę słabo. Więc tym bardziej zwiększa to nasz podziw dla konstruktora, który musiał ustawiać się w kolejce do obliczeń wraz z najzwyklejszymi jajogłowymi.

Co miał zrobić Korolew?

No właśnie. Jego głównym i jedynym zadaniem było zrobić rakietę, która będzie umiała zanieść głowicę jądrową hen aż do Nowego Jorku.

Szczęście chciało że dobrze szło robienie rakiet które wylatują z atmosfery. A dość nieudolnie szło z konstrukcją głowicy która by się nie stopiła przy wchodzeniu do atmosfery. Więc „w przerwie” nad udoskonalaniem głowicy nasz dzielny inżynier wynegocjował dwa starty które miały doprowadzić do wyniesienia małej polerowanej kulki.

Komu zależało na lotach kosmicznych?

Nikomu. Wojskowi wcale. A nawet Chruszczow nie widział w tym potencjału że Rosjanie zdobędą kosmos. To co się wydarzyło – to był szok raczej dla zachodniego świata przekonanego o zacofaniu Rosjan. Gdyby Nazista bon Braun na usługach Amerykanów miał większą siłę przebicia pewnie wysłałby satelitę kilka lat wcześniej. Ale biurokracja i inne zbiegi okoliczności sprawiły że to Rosjanie okazali się lepsi.

Paradoksalnie udane loty rakiety R7, które celnie trafiały w cele na Kamczatce, a którymi Chruszczow chciał zrobić wrażenie na kapitalistach, przechodziły na zachodzie bez echa.

A wysłanie sputnika, miało być niczym – a entuzjastyczno/paniczna reakcja Zachodu była dla Rosjan zaskoczeniem.

Myślę że później Łajka i Gagarin – to już miało odpowiednio wielkie przełożenie propagandowe.

Dlaczego Sputnik był taki jaki był?

Po pierwsze Prosty Sputnik 1 – był mały i prosty bo najważniejszy był efekt a nie tony aparatury.

Po drugie był okrągły bo tak się najmniej przegrzewałby. I pewnie dlatego że tak było ładnie.

Po trzecie był wypolerowany, żeby jak najmniej się przegrzewał i był jak najbardziej widoczny z poziomu ziemi. Miał jasność 6m i dużo bardziej widoczna była rakieta (1m) która go wyniosła. I lecąc za nim stanowiła de facto drugi sputnik.

Po czwarte prawie nie miał przyrządów pomiarowych, tylko nadajniki, które nadawały BIIP, BIIP. Nadajnik i baterie do nadajnika to był główny ciężar i ładunek sputnika.

Po piąte orbita została tak zaprojektowana żeby przebiegała nad Stanami Zjednoczonymi.

Soviet stamp commemorating Sputnik, the first artificial Earth satellite. Commemorative stamp issued in 1962.

Czy Korolew zrobił to wszystko sam.

No wiadomo że nie sam. W szczególności jego głównym współpracownikiem był Walentyn Głuszko. Kolejny Ukrainiec z Odessy. On był mistrzem paliwa rakietowego i silników rakietowych.

Musieli się bardzo nienawidzieć.

Bo dzieliło ich wszystko. Prawdopodobnie na siebie nawzajem zeznawali w 1938, dzieliła ich kobieta, temperament i ambicje. No ale jakoś udało im się zrobić razem te rakiety, przy współpracy z innymi utalentowanymi konstruktorami (w tym paru przywleczonych z Niemiec).

Można się zastanowić gdzie tkwił geniusz Korolewa. Można porzypuszczać że nie było to wyłącznie wizjonerstwo i naukowa kompetencja. Że po prostu był dobrym menedżerem. Sprawnym organizatorem i motywatorem.

A jak tam Wasze życie osobiste?

Nie najlepiej. Córka nigdy nie chciała się z nimi widzieć. Z żoną nie dbali o związek. No to się rozpadł.

Jak to było z tym Bajkonurem

Zawsze sobie wyobrażałem radzieckich naukowców że pracują w dobrych warunkach dobrze wyżywieni, wyspani, z dala od problemów świata i życia.

No pomijając już kwestię tego że Bajkonur nie był w Bajkonurze (chodziło jak zwykle o zmylenie przeciwnika), to jednak warunki w których Korolew puszczał swoje rakiety były naprawdę spartańskie. Namioty. Nieznośne warunki pogodowe. Spleśniałe jedzenie. Przemęczenie. Brak kontaktu z rodziną. Sowieckim naukowcom nie było lekko w tamtym czasie.

Co ostatecznie zrobił Korolew?

Wysłał w kosmos Sputnik w czasach kiedy nikt nawet nie podejrzewał że zrobi się z takie szaleństwo.

Potem wysłał psa Łajkę. Ponoć jak z nagła zaproponował to Sekretarzom – miał to już przemyślane.

Na koniec wysłał człowieka.

Czego ostatecznie nie zrobił Korolew (bo umarł)?

No właśnie. W planach miał księżyca  potem Wenus i Marsa.

Umarł.

A może dlatego że umarł ten dzielny Ukrainiec, to do tej pory świat się zabiera do tego zadania jak do jeża.

A dzielny Pan Elon Musk zamiast planować misję na Marsa, znowu musi koncentrować swoją uwagę na Ukrainie…

Napisawszy ten tekst myślę, że podbój kosmosu to świetna sprawa, i wywołuje ona w sercu pewien sentyment.

Ale dobrze pamiętam, spoglądając na tą całą ikonografię, że Sowieci mieli jedną 100% zdolność:

Potrafili wszystko obrzydzić. Nawet tak szlachetną ideę jak podbój kosmosu.

Moskale, oduczcie się tego.

Redaktor Forlong Gruby

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Forumlarz kontaktowy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.