Wódka, karty i dziwki – Michał K. Pawlikowski

Pawlikowski
Michał Kryspin Pawlikowski

Dzisiaj kolejny zapomniany (w wyniku celowego przemilczania) pisarz Wschodu. A szkoda bo lektura przyjemna, ciekawa, dająca do myślenia i nie pozostawiająca poczucia straconego czasu.

Michał K. Pawlikowski

Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego

Świetna książka opisująca dorastanie na przełomie XIX i XX wieku tytułowego bohatera, mieszkającego w Mińsku… na Białorusi.

Taki Żeromski dla dorosłych, bo bohater tej autobiograficznej powieści, nie tylko wkuwa wiedzę w gimnazjum, ale chodzi na wódkę, karty i dziwki – co jakoś nie było niczym zdrożnym w tamtym czasie jeśli chodzi o szesnastolatków. I nie mówimy tu o patologii ale o chłopcach z dobrych domów.

Do tego cholernie barwne opisanie Mińska i okolic tamtych czasów. Galeria kresowych indywidualności. Ta książka dopiero uświadomiła mi skalę polonizacji tych terenów. Tam po zaściankach siedziała szlachta jeszcze od czasów I RP, ok 10% ludności tamtych terenów to byli Polacy. I rozumiem w końcu tragedię tych terenów po traktacie ryskim i przejęciu przez ZSRR, bo po 1921 wszystko to zostało zmiecione z powierzchni ziemi, zatonęło jak Atlantyda. Więc to swoistego rodzaju wycieczka po zatopionej krainie.

Co ciekawe, autor pokazuje Mińszczyznę jako przykład udanej asymilacji. W morzu białoruskiej ludności Polacy nikogo nie polonizowali – raczej wspierali tożsamość białoruską, wobec rusyfikacji (np. sadzenie brzóz było tego elementem) – finansując szkolnictwo i kulturę białoruską.

Białorusini bez przymusu za to uczyli się polskiego, jako języka, którym posługują się wyższe sfery. W tle jeszcze funkcjonowała silna mniejszość żydowska. Generalnie o tej asymilacji można powiedzieć, że żadnych pogromów później nie było. Także wobec tego, co później wydarzyło się na Wołyniu.

Autor wyraźnie wskazuje winnego pogromów – chory nacjonalizm, w jakimkolwiek wydaniu. W wydaniu endeckim spowodowało wyzbycie się tych ziem w traktacie ryskim (mimo, że Mińsk był zajęty przez wojska polskie), w imię etniczności granic.

No cóż, słaby mieli PR, i to jest nauczką na przyszłość – wobec ideologii nie liczą się fakty!


* * *

Michał K. Pawlikowski

Wojna i sezon

Skusiłem się i przeczytałem ciąg dalszy opowieści o losach alter ego autora – Tadeusza Irteńskiego. Powieść zaczyna się od momentu wybuchu I wojny światowej w rodzinnej Mińszczyźnie bohatera, a kończy pod koniec II wojny, na londyńskiej emigracji. Czyli mamy okres 30 lat dziejów i jednego człowieka i narodu.

Osobiście mniej mi podeszło jak część pierwsza. Zapiski są trochę chaotycznie, główny bohater znika w morzu anegdot i wspominek o tym co się piło, się jadło i się urzędowało oraz polowało. Oczywiście wszystko podane z wielkim urokiem, kopalnia anegdot.

Na przykład ta o płaszczu Piłsudskiego, który wizytując pod koniec swojego życia urząd wojewódzki w Wilnie, gdzie pracował nasz bohater, zostawił w jednym pokoju swój siwy płaszcz. Przyniesiono mu ten płaszcz, ale po drodze dało się wyczuć, że strasznie ciężki. Okazało się, że Piłsudski miał w kieszeniach dwa nabite parabellum.

Dużo też ta książka dała mi do myślenia w temacie dlaczego II RP upadła.

Dla bohatera i autora grzechem założycielskim II RP był traktat ryski, który sprawił, ze zostawiono na śmierć tysiące (miliony?) rodaków z terenu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zabito tym w Polsce ducha przygody, który pchał Polaków do szalonych, ale nie samobójczych czynów, jak np. wyprawa kijowska.

Ducha zabito, wprowadzając bierność i apatię późniejszych rządów (dusz) endeków i sanacji. Do tego złe stosunki z sąsiadami – Litwą, Czechami, Niemcami, nie mówiąc o Sowietach – sprawiły, że miasta takie jak Wilno popadły w stagnację. Stały gospodarczo, za to rozwijały się naukowo i duchowo.

Trochę na temat nacjonalizmu i antysemityzmu. „Mistyczny” polski antysemityzm czyli Polak kocha swojego Żyda – sąsiada, ale Żydów jako takich nie toleruje. W przeciwieństwie do Rosjanina, który z Żydem się nie brata, co jakiś czas robi pogromy, ale samą nację toleruje, więc dlatego Polacy mają opinię antysemitów a narody wprawione w pogromy nie.

Dużo dało mi przedwojenne babranie się w okultyzm – duchy, wróżki itp. Co ciekawe, po klęsce wrześniowej ludzie walili drzwiami i oknami do wróżek i wywoływaczy duchów, niewielu szło do kościoła. Trochę mi to tłumaczy straszne wizje zaprzaństwa Polski widziane przez św. Faustynę Kowalską.

Generalnie cały ten cykl dał mi dużo jeśli chodzi o „kresy” wschodnie i ich mistykę. Z jednej strony wiele odkłamał, z drugiej pozwala na zrozumienie tego żalu, jaki czuło tamto pokolenie za utraconymi ojczyznami. Polecam, lektura bardzo warta uwagi, a sam autor niesłusznie w Polsce zapomniany.

Redaktor Ochudzki Ryszard

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Formularz kontaktowy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.