Pokora – Twardoch – czucie

Twardoch

KSIĄŻKOWE NOWINKI

Cykl “Książkowe Nowinki” to opowieści o książkach.
Z założenia:
(1) – Książki niedawno napisane
(nie wcześniej niż w trakcie ostatnich 3000 lat).
(2) – No i powinny opisywać prawdziwe Nowiny.


Dzisiaj Szczepan Twardoch i jego Pokora

Jest lepiej niż w ostatnich, karykaturalnych dwóch książkach.

Czyli Szczepan swoje antypolskie obsesje przyjmuje i opisuje z pozycji Ślązaka, więc brzmi to wiarygodnie. Dla oikofobów wystarczająco miło. A dla takich jak ja, z racji lekkiego stonowania, da się czytać, bo też i trochę odpowiada na pytanie co się stało z autorem po 2010 r. albo kim był autor, gdy wojował we Frondzie czy w miesięczniku Christianitas.

Aż mi go żal, że się męczyć musi biedak w tym języku znienawidzonej nacji, którą ma w… gdzieś, gardzi nią, śmieje się z niej – a jednak dłubie mozolnie w tej mowie namiętne frazy. Mam nadzieję, że w końcu zacznie pisać po śląsku, uzyska jedność ciała i języka, choć z pewnością uderzy to w jego inne obsesje – zabezpieczenia materialnego. Próbki bowiem pisania po śląsku są w Pokorze nawet spore, niestety nie brzmi ani wygląda to dobrze i nie wróży sukcesu.

Nie byłby też nowym sobą nasz drogi autor, gdyby koniunkturalnie nie włożył wątków tym razem queerowych, transgenderowych, bo homoseksualne to już przerabia od Morfiny.

Nie brakuje też rzecz jasna opisu fiu.a, ale to znamy i jakoś byłoby głupio, gdyby nie było.

Natomiast literacko jest jak zwykle, trzyma swój poziom, który można lubić, lub nie, bez progresu ale i bez regresu. Bliżej tej książce do wysoko ocenianej przeze mnie Morfiny i Dracha, co jest plusem. Oderwawszy wszystkie wątki-bluzgi narodowe, areligijne – zostaje całkiem ciekawa …

… historia o chłopaku – mężczyźnie wyobcowanym, który ma poczucie, że wszystko co zbudował w sobie, co osiągnął, jest kruche, iluzoryczne, nie jego, nie na miejscu.

W zasadzie opisuje to lęki i obawy przynajmniej części naszego pokolenia, które, jak to kiedyś ujął Redaktor Forlong – siłą oderwano od pługa. A więc pierwszego pokolenia tzw. inteligencji, po studiach, już nie w wielowiekowej narracji rodzinnej (świniobicia, wykopki, święta i obrzędy) ale jeszcze nie wiadomo w czym w to miejsce wypełnionych. Zmieniające ton i słownictwo u swoich i na zewnątrz, z tego ale i nie z tego świata. To u Szczepana nic nowego, sporo wcześniejszych tekstów temu poświęcił, więc cały czas miętli na nowo swoje wątki.

Miętlator wątków

Ciekawym w tej powieści jest konstrukt chorej, platonicznej miłości głównego bohatera, którą Mickiewicz w Dziadach ujął tymi słowami:

Kochanek przez sen tylko widzianych mamideł;
Nie cierpiąc rzeczy ziemskich nudnego obrotu,
Gardzący istotami powszechnej natury,
Szukałem, ach! szukałem tej boskiej kochanki,
Której na podsłonecznym nie bywało świecie,
Którą tylko na falach wyobraźnej pianki
Wydęło tchnienie zapału,
A żądza w swoje własne przystroiła kwiecie.

Dziady

I to największy plus tej książki, przynajmniej dla kogoś, kto miał podobne obsesje na punkcie “idealnej miłości” będącej w istocie iluzją, morderczą i autodestrukcyjną zwidą, przez które można sporo przegrać, a właściwie niewiele wygrać.

Trzymanie tego “prawdziwego uczucia” obok albo pomimo prawdziwych relacji, jakie się w życiu zdarzają, to często kamień węgielny zdrad, upadków i rozpadu rodzin.

Jest to o tyle ciekawsze od “czarnych bogów” czy innych pomysłów z poprzednich powieści, że dotyka czegoś rzeczywistego, gra na emocjach. A skoro jeszcze są emocje, to można mieć nadzieję, że autor “jeszcze się kiedyś rozsmuci“. Czego z całego serca należy sobie życzyć.

Redaktor Ochudzki Ryszard

Mercedes
Pełna werwy rozpędzona nowoczesna literatura

Post Scriptum:

To zresztą z jednej strony dobre, bo lepsze takie wyczyszczenie się z iluzji pseudoreligijnych, totalna desakralizacja narracji, spalona ziemia, niż brnięcie w jakieś pogańskie zwidy, z drugiej strony zapewne intencją i odczuciem autora było oddanie ewolucji swojej obecnej metafizyki: w pierwszych, “wyklętych” dziś przez autora książkach, tekstach bohaterowie działali z Bogiem w tle, potem z “czarnymi bogami” a tu mamy po prostu zmagania się bohatera z demonami we własnej głowie i sercu, przybranymi tylko w maski żyjących obok ludzi.

Stąd obraz widmowej ukochanej bohatera, która napędza go w jego życiu (dlatego nie można tej platonicznej miłości traktować tylko w kategorii zła absolutnego, bo jednak trzymała go w ryzach i samodyscyplinie, motywując do walki i rozwoju), która jednak jest istotą z krwi i kości ze wszystkim związanymi z tym wadami, ale to też obraz ojca, ojcostwa, przejmująco ukazany w skomplikowanej relacji ojciec-syn (obecny-nieobecny, kochający-niekochający, matryca relacji Bóg-człowiek) którą każdy tu zna będąc synem, ale też dziś, stając się ojcem, widzi i czuje, jakie to trudne “być obecnym” po godzinach znojnej pracy, siedząc otępiały na fotelu – stosie trupów “konieczności i rezygnacji oraz kompromisów” z tego, w co się wierzyło czy na co się miało nadzieję w życiu.

Oderwawszy wszystkie wątki-bluzgi narodowe, areligijne – zostaje całkiem ciekawa historia o chłopaku – mężczyźnie wyobcowanym, który ma poczucie, że wszystko co zbudował w sobie, co osiągnął, jest kruche, iluzoryczne, nie jego, nie na miejscu. Click To Tweet

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Formularz kontaktowy