Siedem wojen Dukaja

Siedem wojen Dukaja

Małe wprowadzenie. Tekst “Siedem wojen Dukaja” powstał 10 lat temu i jest to pewna próba syntezy prozy Dukaja w 30 tysiącach znaków. Autor Tomasz Soroka, swego czasu sporo pisywał po periodykach. Ale po przeczytaniu “Lodu” jego umysł uległ zamrożeniu. Zdołał jeszcze spłodzić niniejszy tekst i nie napisał już niczego więcej. Jak twierdzi – nie był w stanie.

Tak potężnie działa literatura!

Tekst miał się ukazać w Czasie Kultury ale tam też coś uległo zamrożeniu. Publikujemy go teraz, zwracając uwagę że ostatnia rzecz jaka tu istnieje to Lód i Wroniec. Nie ma choćby wywracającego stolik zbioru “Król Bólu”. Sami nie umiemy ocenić, czy tekst uległ przedawnieniu.

Redakcja.

fotografie – Piotr Derkacz


0. Wstęp

„Mniej więcej w tym samym czasie, gdy szef wywiadu Ziemi, obficie pocąc się, wyjaśniał Prezydentowi czemu nadal nie wie nic konkretnego, neosatanista Michel Condway odprawiał imash, zaś Złota Galera majestatycznie dryfowała na peryferiach ziemskiego imperium” – ta dość jeszcze pretensjonalna fraza w lutym 1990 rozpoczynała nową epokę. W Warszawie po raz ostatni wyprowadzano sztandar PZPR, w Moskwie otwierano McDonalda, Tim Berners Lee dłubał w prototypie WWW, a w „Nowej Fantastyce” ukazało się pierwsze opowiadanie następcy Stanisława Lema, autora który literacko zamilkł trzy lata wcześniej. Tymczasem debiutant miał 15 lat. Redaktor Maciej Parowski (w latach ’90 jedyny bodaj „selekcjoner polskiej kadry fantastyczno-literackiej”) tak to wspomina: „Złota Galera była dziełkiem oryginalnym i proroczym. Narastające u nas na przełomie 1989/90 nastroje wyartykułował Dukaj w formie metafizyczno-technologicznej space opery. Niepokoi psychologiczna wnikliwość autora, długo nie mogłem weń jako nastolatka uwierzyć”.

Debiutujący dwadzieścia lat temu autor (teraz to już 30 przyp. red.) pochodził z Tarnowa i związał się z Krakowem. Tak się jakoś składa, że w polskiej fantastyce autorzy którzy wydają się zasługiwać na wiekopomność byli związani z Galicją. Był więc Jerzy Żuławski (Bochnia, Kraków, Zakopane), był Stanisław Lem (Lwów, Kraków), no i może kiedyś będzie Dukaj. Dwóch pisarzy aspirujących w moim mniemaniu na dalsze miejsca w panteonie sław może wystawić wprawdzie Warszawa (Adam Wiśniewski-Snerg i Janusz A. Zajdel), ale i ze współcześnie tworzących autorów Kraków deklasuje rywali niczym Wisła za czasów Żurawskiego/Frankowskiego. Z tłumu całkiem niezłych polskich pisarzy wyróżniają się bowiem sprawnością pióra lub wyobraźni Łukasz Orbitowski, Wit Szostak oraz Marek S. Huberath (a klasą dla nich jest jedynie łódzki Andrzej Sapkowski).

Cóż takiego wyróżniło Dukaja w oczach miłośników fantastyki? Przede wszystkim język – nieprosty, ornamentowy, naszpikowany słowotwórstwem i technologią. Kiedy czytelnik oswoi się ze stylem, następuje oszołomienie wizją światotwórczą, odmiennością oraz drobiazgowymi detalami wykreowanego świata, zakrętami fabuły, koronkowymi spekulacjami filozoficznymi, technologicznymi oraz zagęszczeniem pomysłów na metr kwadratowy wydruku. Po prostu klęska urodzaju. Dukaj pisze awangardowo, ciężko i dużo, ale większości czytelników, którzy zwykle nie gardzą czytadłami, to akurat nie zraża, bo może czują że obcują z czymś nobilitującym. Kiedy dodać imponującą pracę krytyczną i publicystyczną jaką wykonuje Dukaj, który zdaje się czytać wszystkie fantastyczne powieści polsko i anglojęzyczne, można odnieść wrażenie, że to zaiste godny następca Lema, autentyczny heros Renesansu, jaki w dodatku jest wrażliwy na wiele sfer, których już nie dostrzegał autor „Pamiętnika znalezionego w wannie”.

Można bez skrępowania używać superlatyw opisując karierę pisarską Dukaja, ale nie jest ona jedynie pasmem łatwych zwycięstw. Nie wiem, czy osobiście autor cierpi męki twórcze (chociaż ktoś, kto musi skrócić powieść z 1300 do 650 stron, lekko raczej nie ma), ale gotowe utwory wychodzą na świat i ścierają z nim, mocują z inercją czytelniczych przyzwyczajeń, z obcymi lub pokrewnymi ideami, ograniczeniami języka i wyobraźni. Często, choć widać ambicję i misterię utworu, odnosi się wrażenie, że jakiś cel nie został osiągnięty. Każdy dobry autor toczy jakiejś boje. Również Dukaj mocuje się na wielu frontach.


1. Wojna z rzeczywistością

Książki pozwalają się oderwać od rzeczywistości – to banał. Ale fikcja w opowieściach Dukaja jest na tyle sugestywna, że „zawieszenie niewiary” przeobraża się w pewność. Światotwórstwo to wyjątkowa ambicja tego autora. Rzadko opowiada historie osadzone w realiach zbliżonych do naszych, przeważnie u podstaw świata przedstawionego leżą jakieś przemiany o daleko idących konsekwencjach. Naprawdę daleko idących. Nie mówimy tu o inwazji z kosmosu, która sprawia, że ludzkość walczy o przetrwanie. Mówimy o inwazji, która sprawia, że ludzie zaczynają rozumować w myśl innej logiki. Tak jak w „Lodzie” w którym w wyniku upadek meteoru w Tunguzji powoduje wyradzanie się lodowej substancji, która sprawia że ludzie przestają rozróżniać prawdę od fałszu. Albo w „Innych Pieśniach” gdzie rzeczywistością nie jest nasza fizyka, ale ta fałszywa jaką spisał Arystoteles, co zmienia konstrukcję świata od najmniejszych cząsteczek, przez psychologię ludzi, po kosmologiczny układ ciał niebieskich. Z kolei w „Ziemi Chrystusa” istotną zmianą jest to, że w Boga się nie wierzy, lecz Bóg po prostu jest, co nie pozostaje bez wpływu na mieszkańców globu. Za to w „Czarnych Oceanach” niby nie zmienia się nic w istocie świata, ale zmienia się wszystko, bo w bliskim zasięgu przyszłości ulega rewolucji cała rzeczywistość technologiczna, ekonomiczna i socjologiczna. Mało że radykalne koncepcyjnie, wizje Dukaja są też bardzo sugestywne dzięki dywanowemu bombardowaniu detalami rzeczywistości. Wydaje się, że świat jest inny jakby od samego szpiku.

Jest zasadnicze pytanie, które zadają sobie czytelnicy Dukaja. „Czy on to wszystko policzył?”.

Jak by to było niedorzeczne, przed ich oczami staje obraz autora, który w swojej samotni twórczej prowadzi skrupulatne wnioskowanie teoretyczne, wyprowadza drobne rządki wzorów mechaniki kwantowej i prześcigając Hawkinga, Penrose’a i innych koryfeuszy nauki dochodzi do przekonujących wniosków jaki kształt przybierze świat za lat parę.

Ta mistyfikacja to efekt błyskotliwego stylu pisarskiego. Bo gdybyż to chodziło jedynie o przyszłość. Przyszłość zaiste jest nieodgadniona i któż zna się na astrofizyce, biotechnologii i mechanice kwantowej, żeby zawyrokować, że „Dukaj przesadza”. Tymczasem autor ten potrafi przekonać czytelników do oczywistych fantasmagorii. Ideą jaka przyświecała ostatniej wielkiej powieści – „Lód” jest XIX-wieczny, jest przestarzały obskurny determinizm wyznający, że da się uchwycić dość proste prawa historiozoficzne, które wpływają na losy społeczeństw.

Model Dukaja jest prosty do bólu bo jednoczynnikowy – albo przyspieszamy historię, albo ją zwalniamy. Trudno więc o coś bardziej niedorzecznego, ale doskonała falsyfikacja Dukaja, zmasowany atak słów, sprawia, że czytelnicy traktują bujdę, jako oczywistość spójną jak szkolny podręcznik matematyki.

Innym autorom zdarzało się, że dokonano na nich „linczu literackiego” z powodu tak błahego, że na przykład w swej cyberpunkowej kreacji użyli jakiejś tam złej wersji BIOS-u. Ale Dukajowi uchodzi to na sucho (za jednym wyjątkiem, kiedy ubódł niektórych wrażliwych fanów sformułowaniem „postlinuxowe CIOT-y”).

Być może ta wiara w rzeczywistości Dukaja bierze się z ich odmienności. Jak szukać dziury w całości, jeżeli całość nie jest podobna do niczego?

Światy Dukaja są tak inne, że stają się prawdziwe.

Ale tu już z wolna przesuwamy się na kolejną linię frontu.


2. Wojna z fabułą

Wielką część swojej twórczej fascynacji Dukaj poświęcił ewolucji człowieka, a w zasadzie jego przeobrażeniu się w postczłowieka, człowieka 2.0, czy jak go tam ochrzcimy. Powstała nawet swoista tetralogia, w której badane są osobne warianty redefinicji ludzkości – „Aguerre w świcie”, „Córka Łupieżcy”, „Extensa” oaz „Perfekcyjna niedoskonałość”. Ciekaw jestem, ilu prócz Dukaja wie precyzyjnie czym te warianty się od siebie różnią. Z najlepszą „dukajologiczną” systematyką tych światów spotkałem się w tekście Grzegorza Rogaczewskiego („Odczytywanie światów Jacka Dukaja” – magazyn „Esensja”), lecz generalnie mało jest w polskiej krytyce przenikliwości, na jaką zasługuje „dukajowszczyzna”.

Wszystkie cztery utwory wyróżnia ich wyjątkowa, nawet jak na Dukaja, niejasność, niezrozumiałość, trudność w odbiorze. Jest to efekt literackiej konsekwencji autora. Opisuje on wszak świat ludzi przeobrażony w wyniku najbardziej awangardowych pomysłów fizyki, informatyki, biotechnologii. Ludzie potrafią przeobrażać swe ciała, kod genetyczny, oddziaływać w sposób bezczasowy na materię (na każdą odległość w wyniku relacji kwantowych), władać memetyką (mocą umysłu), integrować rzeczywistość wirtualną i „tradycyjną”, odkrywać alternatywne fizyki, zakrzywiać czasoprzestrzeń, replikować osobowość na dowolny sposób, osiągać nieśmiertelność. Ale dla Dukaja nie tylko przedmiot opowieści jest odmienny i postludzki. Postludzka jest również forma opowieści.

Bardzo istotne jest, że Dukaj nie rezygnuje z wprowadzenia do akcji bohaterów „tradycyjnych”. W „Aguerre w świcie” przeobrażeniu ludzie stanowią jedynie awangardę, elitarny zakon Ordo Homo Xenogenesis, ale nawet oni urodzili się jako zwykli ludzie, w ich zachowaniach i wspomnieniach widać więc ich korzenie. Za jednego życia jabłko nie odtoczy się za daleko. W kolejnej opowieści „Extensa” – rozszczepienie ludzkości idzie dużo dalej, gdyż „amisze przyszłości” stanowią już jedynie garstkę, która w ograniczony sposób kontaktuje się z „nowymi ludźmi”. Istotne jest że Dukaj bohaterem uczynił prymitywnego homo sapiens. Odkrywamy więc świat przyszłości oczami podobnymi do naszych. Takiego zabiegu nie uczynił jednak w „Córce łupieżcy” – tam wrzuceni zostajemy w sam środek całkowicie obcych nam ludzi i świata, który dodatkowo jeszcze bardziej, lawinowo odjeżdża od naszych przyzwyczajeń. Ostatecznym jak na razie krokiem była „Perfekcyjna niedoskonałość”, powieść na którą Dukaj zużył cały potencjał znanej sobie naukowej spekulacji (jak sam ironizuje, żeby powstała druga część „Perfekcyjnej…” nauka musi pójść dobrych parę lat do przodu). Wprawdzie bohaterem na powrót uczyniony został „dzikus” z XXI wieku, błąkający się po niezrozumiałej cywilizacji, ale wpływ tej historii na fabułę jest radykalnie bezkompromisowy.

Dukaja często zestawia się z Gregiem Eganem, pisarzem anglojęzycznym, który opisuje równie zaawansowane cywilizacje opierając się na spekulacjach czysto naukowych. Egan jednak jest bardziej naukowcem niż pisarzem. Literatura to dla niego pretekst, tak więc sposób jego narracji jest konserwatywny. W Dukaju siedzi prawdziwy pisarz i to właśnie jest przyczyna paradoksu. Jego literacka wierność fabule morduje fabułę.

W jaki sposób ludzie mogą czytać powieści dla bogów? Albo dla psów. Nie wiem czym zajmują się bogowie, ale jak mniemam psa interesuje jedzenie, trochę ruchu i niekiedy suczka. Czy człowieka zajmie powieść, której głównym dylematem będzie czekanie na miskę z karmą?

Można to uznać za skostnienie, ale każda fabuła potrzebuje kliku drobiazgów – przestrzeni, namiastki linearnego czasu oraz człowieka który żyje, umiera i przeżywa emocje. Tymczasem Dukaj pozbył się śmiertelnego człowieka, zaplątał czas, pogubił wszystkie pragnienia, które jak dotąd motywują ludzi i zaczął o tym pisać. W efekcie z powieści wypadły takie „klasyki” konstrukcji jak narastanie, kulminacja i rozwiązanie akcji oraz utożsamianie się czytelnika z bohaterem.

Nieudawana literatura o postludziach to postliteratura.

Dla postludzi.


3. Wojna z Science Fiction

A raczej zażarta o nią walka. Czasem można odnieść wrażenie, że jedyna rzecz, w jaką Dukaj jest zaangażowany sercem, nie tylko umysłem, to pragnienie renesansu literatury Science Fiction. I to czystej gatunkowo, naukowej. Nie zmieszanej, jak to dziś bywa, z magią, symboliką, mistyką, grozą, ale sprzężonej z postępem nauki i technologii. W dzisiejszych czasach takie ortodoksyjne podejście zakrawa na ekstrawagancję. Niemniej Dukaj niczym Siłaczka selekcjonuje dla polskiego czytelnika najbardziej awangardowe anglojęzyczne nowości, promuje i wskazuje palcem rodzimych autorów, którzy jego zdaniem pozostają wierni muzom racjonalizmu, i nieraz otwarcie wzdycha za powrotem starych dobrych czasów, kiedy to w fantastyce królowały rakietowe szlaki, roboty i obce cywilizacje.

Bo w istocie ludzie tacy jak Dukaj i Egan to głosy wołające na puszczy (nie rozumiem tylko jednego, czemuż miałaby im przeszkadzać ich ekskluzywna pozycja). Zamiast starego SF cały świat pisze mieszańce chrzczone jako „techno fantasy”, „urban fantasy”, „new weird”. Ale przyczyna tej postmodernistycznej mikstury leży po trosze w samej nauce.

Nauka i postęp technologiczny przestały przeobrażać świat na obraz marzeń radzieckich komunistów. To nie wielkie fabryki, sterylne ośrodki badawcze, potężne kosmodromy i szczęśliwe zunifikowane społeczeństwo w kombinezonach są efektem rozwoju cywilizacji, nie wielki ład, ale wielki śmietnik. Pokazał to również Dukaj w „Czarnych Oceanach”. Postęp galopuje ale mniej w obszarze kultury materialnej, bardziej  w sferze informacyjnej. A z tym już trudniej poradzić sobie autorom.

Podobnie sama nauka, uniwersyteckie rozważania teoretyczne pozwalają na coraz bardziej szalone futurologiczne pomysły twórców. Ale im więcej jest dozwolone, tym bardziej uciekają od takiej prozy autorzy i czytelnicy. Po co komu przestrzegające reguł racjonalności SF, jeżeli reguły praktycznie przestają istnieć. Lepiej już pisać bezpretensjonalne fantasmagorie.

I to widać również w twórczości Dukaja. Napisał on programowo tylko jedno opowiadanie fantasy – „Ruch Generała”. Widać w tym tekście trochę przekory, jakby autor chciał zamknąć usta niedowiarkom mówiąc – „patrzcie, ja też mogę napisać fantasy, i w zasadzie tak powinno się pisać, bo mój świat fantasy również opiera się na magii, ale do tego jest konsekwentny, spójny we wszystkich sferach, przestrzega założonych reguł”. W efekcie programowe fantasy Dukaja niewiele się różni od programowego SF w jego wykonaniu. Bo od strony literackiej, cóż za różnica, czy bohaterem jest generał czerpiący swą nadludzką moc władzy nad planetami z magii, czy bohaterem jest xenotyk czerpiący są nadludzką moc władzy nad planetami z racjonalnie wyspekulowanej syzygii kodu DNA z galaktycznymi komórkami glejowymi.

Dla mało wyrobionego miłośnika fantasy, do jakich zaliczam siebie, większość utworów Dukaja jest jak fantasy, bo podsuwa protagonistom jakieś niepojęte magiczne artefakty.

Do tego często dzieje się w społeczeństwach bliskich feudalnym, do tego (i ten element uważam za paradoksalnie najważniejszy w fantasy) nie stroni od roztrząsania mechanizmów władzy.

Ortodoksja racjonalności trzyma w objęciach ortodoksję mitologii.


4. Wojna z Polską

Znowu podkreślam, nie chodzi o wrogość Polsce, ale o mocowanie się z duchem narodowym nie gorsze od Konradowskiego. Dukaj literacko stoi obok sporów politycznych, nurtów ideowych. Jego proza jest obiektywna, ale mimo to trudno wskazać autora, którego utwory tak mocno roztrząsałyby bóle narodowe. Już jego pierwsza powieść „Xawras Wyżryn”, pomimo że można ją traktować jak obiektywną fikcję o meandrach historii, terroryzmu i roli mediów w wojnie, pomimo że powstała po Ziemkiewiczu, Lewandowskim, Wolskim rozdrapujących polski spokój po odzyskaniu niepodległości, to zabrzmiała jak wyjątkowo rozdzierający krzyk ostrzeżenia. Bo jak inaczej traktować historię alternatywną Polski, która w 1918 r. odzyskała niepodległość jedynie na kilkanaście miesięcy, i dopiero w latach 90-tych pojawia się polski watażka, prowadzący wojnę na styl czeczeński – krwawą, terrorystyczną, mistyczną. I co bardziej przerażające, zakładającej krwawą ofiarę z obu narodów, żeby dopiero po latach odbudować niepodległość Rzeczpospolitej. My tu budujemy nowoczesną kapitalistyczną Ojczyznę, a on nas w przenosi zimne podmoskiewskie lasy, w ponurą rzeczywistość narodowych zrywów, w beznadzieję partyzanckiej walki sprzed pół wieku.

„Najwspanialsze twory człowiecze poczynają się z nienawiści, najczyściej lśni ostrze w ciemnościach nocy” – te słowa (wzięte z opowiadania „Gotyk”) przyświecają całej serii „fikcji narodowych” jakie dotąd spisał Dukaj. Wszystkie one, mimo że pisane z dystansem, szarpią wrażliwymi strunami polskiej historiozofii, zahaczają o najbardziej ponure epizody. „Gotyk” reinterpretuje motyw Kordiana. „Crux” ożywia demony rabacji galicyjskiej. „Wroniec” mitologizuje noc stanu wojennego. Co ciekawe, Dukajowe wizje prezentują się ostro nawet w stawce uważanych za rozpolitykowanych polskich autorów fantastyki. Zauważyć to można było w antologii „PL +50 Historie przyszłości”, redagowanej przez Dukaja, do której zebrał on szerokie spektrum polskich intelektualistów (w jednej książce takie nazwiska jak Orbitowski, Grzędowicz, Zimniak, Jęczmyk, Lem, Wnuk-Lipiński, Tokarczuk, Staniszkis, Odija, Piątek, Kapuściński, Bauman). Większość autorów snuła rozważania niby o Polsce, ale bardziej o świecie w przyszłości. Dukaj natomiast pisał niby o świecie (poruszając znany trend rozwarstwienia ludzkości 20/80), ale najmocniej ze wszystkic0h dźgnął narodowego ducha, tak jakby zaprzeczał Panu Młodemu z „Wesela” Wyspiańskiego, że nikt o tym nie zapomniał, że „jego dziadka piłą rżnęli”.

„Lód” to powieść zbyt potężna, by zamykać ją w narodowej butelce, ale w niej Dukaj wziął się za narodowy literacki ugór. Teoretycznie jest to historia ponura, bo znowuż mamy Polaków w roku 1924, którym brak niepodległej Ojczyzny. Ale w rzeczywistości więcej w niej pokrzepienia serc. Dukaj zainspirował się bowiem literackim fenomenem naszej historii. Otóż Syberia była ongi prowincją tak potężną i bogatą, że aż dziw, że nie wyłoniło się z niej niepodległe państwo. Stolicą zaś tej Syberii był Irkuck – miasto w trzech czwartych katolickie. Łatwo się domyśleć, że ci katolicy pochodzili znad Wisły. Stanowili oni elitę intelektualną (a również polityczną) tego kraju. Nikomu jak dotąd nie przyszło opisać tego fenomenu, a ostatnio pisze się wyłącznie kryminały z międzywojennej Polski. Więc jedyny Sybirak w powszechnej świadomości to filmowy Janek Kłos. Tymczasem Dukaj sportretował polską społeczność malowniczym freskiem, jako rekiny przedsiębiorczości, mistrzów kreacji pieniądza, innowacyjności i niestrudzonej pracy.

„W Polsce czyli nigdzie”. Dla wielkich spraw świata opisywanych przez Dukaja, Polska jest krajem tak marginalnym, że Dukaj chętnie czyni Polakami swych głównych bohaterów. W „Innych Pieśniach”, „Perfekcyjnej niedoskonałości” i „Lodzie” outsiderzy z polskimi korzeniami stają się idealnym materiałem na znany i lubiany szablon fabularny „od zera do bohatera”. Bo niby pochodzą z jakiegoś satelickiego kraju, ale indywidualiści z nich nieprzeciętni.

Dukaj mógłby pisać o Australii, ale pisze o Polsce.

Płomiennie jak Machabeusz.


5. Wojna z mistyką

Co różni Dukaja od Lema? Jak również Egana i sporej części anglojęzycznych literatów. Dukaj nie falsyfikuje tez o metafizycznej stronie ludzkiej egzystencji. Lem twierdził, że takie pomysły jak Bóg są poza sferą empirycznych doświadczeń, więc nie istnieją. Idąc za tym, w swoich książkach nie przekraczał pewnej bariery namacalności. Całe szczęście nie pozbawił swojej prozy innych nienamacalnych elementów, jak uczucia, myśl, wola. Tymczasem Dukaj czyni religię jedną ze swych literackich obsesji. Cóż, jak się debiutuje opowiadaniem o Kościele i szatanie, to do czegoś można czuć się zobowiązanym. Tak więc historie Dukaja pełne są kapłanów, hierarchów kościelnych, szamanów, duchów, cudów. Cały zbiór „W kraju niewiernych” to w większości spekulacje teologiczne.

Niektórzy religijnym wątkom Dukaja przypisują inspiracje gnostyckie. No bo bohater doznaje jakiegoś oświecenia i nabyta wiedza pozwala mu na pokonywanie przeciwności. No bo ludzkość przeobraża się w wyniku własnych starań i osiąga coraz wyższe stopnie rozwoju aż ku zbawieniu, czyli zapewnieniu sobie nieśmiertelności. No bo pojawiają się jakieś nieortodoksyjne pierwiastki, albo bohater sięga po talię tarota. Nie jestem ekspertem w temacie gnozy, nie przeżyłem jeszcze żadnego oświecenia wiedzą, ale odnoszę wrażenie, że są to interpretacje mocno na wyrost.

Wielu krytyków dostrzega gnozę w każdej fabule, która zawiera jakieś wątki metafizyczne, a nie jest żywotem świętych. Jest to jednak normalne, że każda fantastyka religijna, jako fikcja, zawierać może jakieś pierwiastki nieortodoksji. U Dukaja wspomniane wątki biorą się z samego faktu, że to jest literatura, nie traktat filozoficzny. Na przykład motyw posługiwania się tarotem przez xenotyków w „Aguerre w świcie” ma wytłumaczenie silnie racjonalne. Jak mówi bohater: „Większość z nas ucieka się do kart. Niektórzy rzucają zwierzęcymi kośćmi. Niektórzy łodygami krwawnika. Niektórzy składają ofiary, wróżą z wnętrzności lub krwi. W każdym razie musi być to zbiór podlegających randomicznej permutacji elementów o przypisanej bogatej symbolice.”

Jest jednak w teologicznych rozważaniach Dukaja coś beznamiętnego. Pomimo dysponowania nieprzeciętną siłą rażenia fikcji literackiej, jego kreacja razi wyrachowaniem. Być może dlatego że są to rozważania wyłącznie teologiczne, nie religijne. W porównaniu do całej stawki autorów fantastyki poruszających zagadnienia religii Dukaj rezygnuje z badania behawioralnego przeżyć religijnych. Innymi słowy dystansuje się od moralitetu. A tymczasem do moralitetu ucieka się co drugi autor horrorów, gdyż wyczuwają oni napięcie, jakie tworzą religijne rozterki.

W prozie Dukaja brakuje drobiny fideizmu. Nie opisuje on przypadków wiary. Bohaterowie nie przeżywają religii, nie poszukują jej, ale jedynie rozważają ją jedynie jak greccy filozofowie przechadzający się po ateńskim dziedzińcu.

W efekcie brak jest literackiego napięcia. Problemy przed jakimi stanęli wojacy z opowiadania „Ziemia Chrystusa” wydają się akademickie, a ich neurotyczne reakcje psychologicznie niewiarygodne. W utwory „Medjugorje” i „In patribus infidelium” teologia została użyta jedynie jako dodatkowy element technologiczno-socjologicznej układanki (choć np. w Medjugorie, w gąszczu Dukajowego żargonu kryją się głębokie przemyślenia, niestety zbyt głęboko ukryte). W „Muchobójcy” duchy idą pod ramię z rakietami, i jest to raczej historia o kontakcie z obcymi. Jedyne dwa utwory, w których można dopatrzyć się metafizyki innej niż czysto teoretyczna, to „Katedra” w której bohaterowi jest w istocie dane na tyle dużo fabularnego czasu, by mógł w spokoju odkrywać mistyczną zagadkę, oraz „Lód” w którym Dukaj wplata w rzeczywistość obrzędy syberyjskich szamanów oraz społeczności prawosławnych starowierców.

Wydaje mi się, że jest coś polskiego w tym że autorzy SF nie pomijają Boga i religii w światotwórczej układance. Oczywiście abstrahujemy całkowicie od przekonań religijnych pisarzy – to drobiazg. W zachodniej literaturze chyba już pewnym „kanonem piękna” stało się przekonanie, że rezygnacja z przesądnej wiary w Boga i upadek Kościołów to tylko kwestia czasu i ogarnięcia całej ludzkości postępem cywilizacyjnym. Wobec tego nie ma co strzępić pióra na tematy religijne. W Polsce natomiast nawet jeżeli ktoś snuje rozważania w poprzek nauk etycznych, nie stroni od wyszukiwania religijnych alibii. Przykładem jest Zimniak, pisarz wyjątkowo przekonany, że żadna etyka nie musi blokować zapędów nad manipulacjami genetycznymi, który broni swojej wizji argumentami teologicznymi. Trudno mi sobie też wyobrazić zachodniego pisarza piszącego z równą lekkością co w „Medjugorie” o szajce najemników uganiających się za Bożymi objawieniami (co innego Wschód, taka tematyka nie jest na przykład problemem dla Siergieja Łukanienki).

Ale mówienie o „fantastyce religijnej” w przypadku Dukaja to przesada.


6. Wojna z mową polską

A raczej od niej uzależnienie. W przesławnym wierszu „Moja wierna mowo” Czesław Miłosz dramatycznie pytał „No tak, kim jestem bez ciebie”. No tak, kim jest Dukaj bez mowy polskiej. Jego proza to towar eksportowy. Jest też wyjątkowo uniwersalna. Wprawdzie śródziemnomorskie zawiłości „Innych Pieśni” mogłyby się okazać trudne dla Anglosasa, nie wspominając o polsko-rosyjskich realiach „Lodu” (jacyś spiskowcy, jakiś Piłsudski). Ale bez dwóch zdań Dukaj zasługuje na to by pójść śladami popularności Lema, stanąć w literackich szrankach obok Stephensona, Mieville’a i Egana. Pomijając wszelkie wrażenia literackie, zaprzęgł się on przecież, niczym koń pociągowy, w ogólnoświatową dyskusję o rozwoju cywilizacji. Pomijając narodowe marzenia o chwale naszego literata, faktem jest że w światowym SF bez Dukaja zionie dziura.

Ale czy jego proza jest przetłumaczalna? Sprzężenie bogactwa języka z bogactwem i drobiazgowością wizji jest podstawowym orężem Dukaja. Tutaj nie ma niestety łatwo przekładalnych form leksykalnych, których rolą byłoby jedynie wierne tłumaczenie akcji, oraz wyłożenie wszelkich detali technicznych i filozoficznych. Język Dukaja jest akcją. To tego rodzaju proza, której wykonano transfuzję krwi wziętej od siostry poezji.

Logikę tego, co opisuje Dukaj, da się wyrazić innymi słowami, ale zmiana doboru słów spowodowałaby utratę Dukajowskiego charakteru.

Przetłumaczenie Dukaja nie jest oczywiście niewykonalne. Skoro w Argentynie czytywali Gombrowicza. To trudne zadanie i wymaga tłumacza o wielkich talentach literackich, inżynierskim zacięciu i przede wszystkim pracowitości (tak, żeby wyrobił się w kilka lat z jedną powieścią). Niestety chyba taki jeszcze nie wystąpił z szeregu i jak dotąd ukazało się za granicą jedynie skromne kilka opowiadań w antologiach. A w języku angielskim, o ironio, została opublikowana, w zbiorze „The Dedalus Book of Polish Fantasy” jedynie debiutancka nastoletnia „Złota Galera” (ale w doborowym towarzystwie – jedyni autorzy nurtu, który zwykliśmy nazywać fantastyką to Dukaj i Huberath, pozostali to nazwiska takie jak Mrożek, Szczypiorski, Miciński, Reymont, Bursa itd.)

Co ciekawe, sam Dukaj pisze tak, jakby nie myślał o eksporcie jego literatury.

Kiedyś owszem tworzył dzieła, zwłaszcza opowiadania, idealne dla czytelnika globalnego. Choćby „Szkoła” dziejąca się w latynoskiej faweli, tkwiące w scenerii nazistowskiej „Serce mroku”, uniwersalny „Ruch Generała”, kosmiczna „Katedra”. Do tego „Czarne Oceany” i opisana wcześniej „tetralogia postczłowieka”. Wszystkie te utwory to, jak mi się wydaje, petardy gotowe do podboju każdego rynku czytelniczego na Ziemi. Jednak ostatnimi czasy historie Dukaja są bardziej hermetyczne. Powrócił do fikcji narodowych, a „Lód” i „Wroniec” i po trosze „Inne Pieśni” to rzeczy mające szansę szarpnąć za struny jedynie słowiańskiej duszy. Chociaż właściwie jeżeli chodzi o podbój Słowian – nie byłby to taki zły scenariusz. Nawet tłumacz miałby łatwiej.

„Trwało to dużo lat.

Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.”


7. Wojna z fantastyką

Ostatnie utwory Dukaja trochę rozczarowały literackich rasistów. Okazało się, że zdaniem niektórych nie są one dostatecznie czyste gatunkowo. Bajkowy „Wroniec”, a w szczególności rażący swą dziewiętnastowiecznością „Lód” uznane zostały za wizje „rozwodnione”, pozbawione porządnej dawki fantastycznych realiów. No bo przecież nasz bohater Benedykt Gierosławski wsiada do pociągu i tylko jedzie, jedzie przez Syberię. A jak jedzie to tylko chodzi i rozmawia z różnymi ludźmi. A jak przyjedzie Irkucka, to dalej chodzi i rozmawia z różnymi ludźmi i to samo robi, jak wróci do tego Irkucka z niebezpiecznej wyprawy w tajgę. Nic nadzwyczajnego

Przyznam że zupełnie nie potrafię pojąć tych zarzutów o brak rozmachu w wizji fantastycznej. Wszak nasz pan Benedykt, zanim wsiądzie to tegoż pociągu, to już ściera się z rzeczywistością niecodziennego zjawiska jakim są lute. Następnie w pociągu poznaje niesamowite wynalazki zimnaza, teslektryczności i ćmiatła, współuczestniczy w empirycznym zaprzeczeniu istnienia prawdy i fałszu, wędruje w transie syberyjskich szamanów, a po dotarciu do Irkucka porusza się po świecie równie odmienionym przez ten niesamowity wynalazek, a zaburzenia w postrzeganiu realnego świata nie ustępują tym z przesławetnego „Ubika” Philipa K. Dicka, który wyłożono w Sevres pod Paryżem jako wzorzec literackiego zaprzeczenia rzeczywistości.

Trudno o wątki bardziej fantastyczne, jednak istotnie coś tkwi w fabule, co ją rozwadnia. Po trochu jest to zastosowanie staroświeckiej narracji, która cofa się o 150 lat w kanony piękna wyznaczane przez Fiodora Michaiłowicza Dostojewskiego. Po trochu chodzi o rezygnację z konwencji przygodowej (taki na przykład Jacek Komuda pisze ostatnio powieści stuprocentowo realistyczne, ale nikt nie zarzuca mu braków fantastyczności, po posługuje się tą samą konwencją, oto czym jest potęga formy). Po trochu jest to ewidentne rozhermetyzowanie semantyki. Większość tekstów SF jest bowiem skonstruowana tak, że już  po pierwszych stronach czytelnik wie, czy to jest jego literatura. Bez wczytania odpowiednich kodów kulturowych, doświadczenia, zaznajomienia się ze schematami trudno zaabsorbować się osobie nie będącej szczególnym miłośnikiem fantastyki. W szczególności wcześniejsze teksty Dukaja są wyjątkowo hermetyczne. Ich pierwsze strony to zalew inności, stanowią skuteczną barierę również dla wytrawnych czytelników. „Lód” jest utworem przystępnym dla ludzi nie obytych w SF.

To rozwodnienie fantastyki, przybliżenie do głównego nurtu, to szerszy  trend w prozie ostatnich lat. W Polsce, o dziwo, znowuż właściwy dla „południowców” (Huberath, Orbitowski, Szostak, Twardoch, ale również Sapkowski). Autorzy ci, choć niekiedy wyszli z literackiego getta, to jednak przełamują kiedyś nienaruszalne ramy formy. Eksperymentują, skaczą po konwencjach, mieszają się w psychologię, zbliżają do realizmu magicznego, wkraczają w scenerie kiedyś zupełnie jałowe (np. reymontowska wieś, lub „ciężki los prostego śląskiego ludu”), samą fantastykę traktują instrumentalnie.

Taka rewolucja to w rzeczywistości powrót do korzeni, zerwanie z amerykańskim paradygmatem  utrzymującym że fantastyką pasjonują się jedynie wyodrębnione, dobrze zorganizowane grupy czytelników (tzw. fandom). To powrót do starej tradycji brytyjskiej, wedle której najtęższe literackie mózgi nie czują się  przywiązane do konwencji, swobodnie sięgają po fantastykę bądź kryminał, jeżeli jest to im przydatne.

Taka fantastyka to nie hobby.

To gorączkowe wyjaśnianie tajemnic świata i duszy.


N. Lądowanie

Dotychczasowa kariera literacka Dukaja wskazuje, że choć łatwo rozpoznać jego styl, to daleko mu do skostnienia. Po tekstach ultra-technologicznych tworzy utwory ultra-psychologiczne. Po książce najgrubszej na rynku wydaje książkę najcieńszą. Po postpowieści przechodzi w stylizowaną powieść dziewiętnastowieczną. Choć od lat optuje za czystym gatunkowo racjonalnym SF, to sam rozsadza ramy tej konwencji przy każdej podejściu.

Można więc śmiało sądzić, że zawiążą się kolejne fronty i gdzie indziej Dukaj będzie prowadził literackie wojny. Proste, nieudolne, żołnierskie słowa tego eseju są jak stare bukłaki, nie zdołały ani wyrazić wielkości i piękna toczonych kampanii, ani nie zdołają nakreślić wizji i taktycznych ruchów generała.

Ostanie słowa brzmiały celowo infantylnie – „Wieczorem Adaś obejrzał w telewizji Dobranockę i podobała mu się”.

Ale to nie są ostatnie słowa.

Tomasz Soroka

Ząbki IX.2010

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Forumlarz kontaktowy

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.