W pobliżu jądra ciemności

Borneo

MIEJSCE NA ZIEMI

Nasz redakcyjny kolega M. udał się w dżunglę. Jest zawodowcem i miał powody wcale nie gorsze od tych jakie napędzały Marlowa do gnania w górę Konga.

Z jego wyprawy zostały nam strzępy zdań i pliczek zdjęć.

Ale nawet te skrawki informacji, jakie dotarły do nas, napawają nas metafizycznym lękiem i dowodzą że Conrad nie przesadzał ze swoim bzikiem dla jądra ciemności.

Dzielimy się razem z Wami tymi skrawkami wiedzy, niekompletnymi jak list w butelce w Dzieciach Kapitana Granta.

A więc…


Sk_awki ze s_laku do ją_ra c_emn…

… płynęliśmy rzeką … spaliśmy nad rzeką … parliśmy na Pinnacles…

Nocowaliśmy w obozie nad rzeką. Droga potem cały dzień.

Gogle służyły nam do nurkowania.

W zatoczce.

Fajnie popływać pod zatopionymi pniami.

Po burzy… :

… Szlak zawalony – a do łodzi mieliśmy 9 kilometrów

Wieczorem przed atakiem śpiewałem “Pieśń młodego gitowca”

Jak się rano płynie przez wieś…

… to spotyka się lokalsów, którzy stojąc w wodzie myją zęby i inne rzeczy.

… i nawet nie rzucają dzidami….

A teraz to zdjęcie… to miejsce.

Tu czułem najmocniej Jądro Ciemności.

To widok z siedziby parku narodowego na drugą stronę zatoki.

Byłem JEDYNYM gościem parku, drugi brzeg był totalnie obcy.

Wiedziałem że tam pójdę jutro, ale jakoś się bałem tego miejsca.

Zdjęcie jest niepozorne, ale trzeba to widzieć by odczuć.

Byłem chyba jedynym gościem spoza Azji w okolicy.

Tam było czuć, że linowy most oddziela cię od przyczółka cywilizacji.

Ten las na drugim brzegu był bardzo dominujący.

Poszedłem.

Ciężko się szło.

Zniszczony szlak po sezonie, mostki nad rzeczkami były tak zniszczone, że szedłem na czworaka przez nie.

… to już Pinnacles.

W ośrodku były takie budynki w stylu ośrodka PRL.

Spałem w pokoju zbiorowym. Ale ze nikogo nie bylo – do wyboru miałem 6 łóżek i 3 toalety.

Będąc w tym miejscu potrafiłem zrozumieć jak brytyjski szeregowiec bał się i nienawidził takich miejsc.

Zabrałem “Jądro ciemności” na tablet, by czytać w tropiku, ale tylko początek przeczytałem.

Mój kolega do Norwegii zabrał “Silimarilion”. Nie wiem czy czytał.

M.

Kurczę!!! Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.