
Andrzej Łapicki wróży nam naszą przeszłość
Ryszard Ochudzki - 29 listopada, 2025Zbliżają się Andrzejki, więc wspomnę jednego ze znanych niegdyś Andrzejów, przynajmniej w pokoleniu co przemija. To Andrzej Łapicki.
Okazją do tego jest przeczytanie jego Dzienników, zapisywanych w latach 1984-2005, zakupionych latem, w taniej, nadmorskiej księgarni.
Wszyscy co ledwie rozpoznawalni aktorzy piszą dziś książki, nie mając nic do powiedzenia no ale marketing każe, więc zlecają je komuś (lub jak dziś czemuś czyli chatom GPT).
Ale nie w tym przypadku. Tutaj mamy zaskakująco dobry przykład wydaje się, prawdziwego dziennika.
* * *

Rok 1984 sam w sobie jest dobrym punktem wyjścia (choć chyba autor pisał coś wcześniej). Środek schyłkowego poststanowowojennego PRLu.
Łapicki w tym czasie opozycjonista, bojkotuje Telewizję Polską, jest rektorem szkoły aktorskiej, staje się symbolem oporu artystów wobec Generała i jego ludzi. Stawia się władzy, drażni Urbana, hardo wygina palce w znak Viktorii.
W zasadzie odkupuje winy, gdyż był pamiętnym lektorem „Kroniki filmowej” w czasach stalinowskich. Kiedyś pupilek władzy, cóż z tego, że potem amant w dobrych filmach, obracający przy okazji najpiękniejsze aktorki, te divy lat sześćdziesiątych – Kaliny i Elżbiety. Było, minęło, więc zastajemy go w 1984 roku jako podstarzałego amanta- opozycjonistę, rektora uczelni, profesora aktorstwa-bezwzględnego pedagoga we filmówce, co ze znudzeniem pozbawia złudzeń o posiadanym talencie dzisiejsze gwiazdy telenowel i reklam.

Czasem z aprobatą ale w większości z niesmakiem lub przekąsem recenzuje swoich kolegów po fachu (Gucia, Tadzia i Tadka, Andrzeja, Olka), ale szczerze ich żegna (jako zawodowy przemawiacz na pogrzebach z ramienia ZASPu).
Są dni, że żałuje, iż wybrał zawód komedianta, co do końca życia ma się wygłupiać na scenie, zamiast kariery statecznego ojca i profesora prawa.
Ale są momenty, że fala go niesie.
Nadchodzi 1989 rok, do wyborów 4 czerwca staje w szranki z samym Urbanem, wygrywa, euforia wolności, poseł na Sejm, a potem kac, bezradność, spory, waśnie i kłótnie na Wiejskiej, wchodzimy w lata 90te, a tam pieniądze, pieniądze, pieniądze.
Do władzy wraca Partia po liftingu. Żyć się odechciewa. Lata lecą, włos coraz bielszy, a grać trzeba, żeby się utrzymać. W międzyczasie głośne wydarzenia, to katastrofy, mecze naszych, to zamachy, to rauty z Bushem seniorem czy loty do USA, Kanady (gdzie w TV lecą pornole), na Antypody czy na Bliski Wschód.

I kolejni koledzy umierają (Mieciu, Heniu) – pytanie, kiedy ja? Lepiej przeczekać latem w Juracie a zimą w Zakopanem.
I co by nie zrobił, wciąż ta „kronika filmowa”, co jakiś czas mu wypominana w złej lub dobrej wierze („dobrze, że Pan czytał te kroniki” mówi mu premier Buzek, po odejściu SLD od władzy).
Nieustanna próba odkupienia, więc szukanie nadziei i opieki w Kościele (ech te lata 80te, pełne po salkach redaktorów Michników i Jand, ludzi teatru i pióra, wtedy chrzczących się, dziś się apostazjujących). I ten Jan Paweł II (wtedy nasz Król-Duch), pielgrzymki, euforia („na zawsze będę z Kościołem”), przemówienia, Papież chwali, deklaracje wierności i miłości, komitywa z Episkopatem, a potem rozczarowanie, abp Peatz, obrzydliwości, zakłamanie kleru, gdzie jest sens bólu i starości – to Bóg w tym jest dobry? Już mam dosyć tego Kościoła.
A więc praca. Premiery w teatrze, jubileusze huczne na scenie. W domu ciągłe kłopoty córki (wyszła za Olbrychskiego będącego w kryzysie swojej kariery i pogrążonego w nałogu), potem znów to zdrowie. Wyją syreny na 1 sierpnia (PW było błędem, wiem bo w nim byłem), a potem się walą wieże w NY. Terror, znowu wojna?

PAP/Teodor Walczak
Trzeba spokojnie patrzeć na świat z nawyku, nieustanny magister elegantorum, odchodzi na swoich warunkach, coraz bardziej zamiera. Ale umiera jednak najpierw ukochana żona, koniec dziennika!
Potem biogramy postaci występujących na kartach, gdzie można się dowiedzieć, kto z kim spał, a kto był masonem (ta z tym? ten? naprawdę?)
Jako kronikarz swoich czasów, Łapicki jest wiarygodny w swoich zapiskach. Jest duża szansa, że faktycznie pisał je przez całe życie do szuflady, nie tworząc post factum stylistycznych arcydzieł myśli i erudycji jak dzienniki Tyrmanda, Gombrowicza czy Bobkowskiego, które są tak perfekcyjne, że trudno uwierzyć, że faktycznie Gombrowicz rozlał kompot przypadkiem.
Łapicki płynie od dnia do tygodnia, przez miesiąc i lata i jest w tym ciągłość. Żyje spotkaniem z Papieżem ale też i bólem zęba czy zawiścią do sukcesu kolegi.

Z drugiej strony oddaje klimat tych czasów, w których i my żyliśmy, choć nasza perspektywa była radykalnie inna – nie starzejącego się, eleganckiego aktora i profesora, będącego w centrum lokalnych, polskich wydarzeń (i kawiarnianej Warszawki przez duże W, przy stoliku razem z Holoubkiem, co jak wiemy gra; i z Konwickim co pisze kroniki wypadków miłosnych).
My wtedy dzieci podstawówkowe na prowincji (ech te prowincjonalne poznańskie, lubelskie czy wrocławskie teatry), młodzież licealna potem studencka – mogliśmy patrzeć z otwartymi gębami jak Łapiccy rządzą i co Łapiccy robią. Dobrze sobie jednak przypomnieć, jak to szło, jakie to były czasy, jakie były konteksty, motywy, możliwości…bo myśmy chyba wszystko zapomnieli.
No to pan Andrzej przypomina o tym co było i wróży po andrzejkowemu lejąc nie za dużo, nie za mało literackiego wosku swych wspomnień i przemyśleń mającego odpowiedzieć na pytanie, co będzie, nas czekać na jesieni życia.
A wróżby, jak to wróżby, można wierzyć, można odłożyć na bok, jak te książkę, jednak z poczuciem, że dobrze się z Łapickim spędziło czas, także miniony.
Redaktor Ochudzki Ryszard
Obrazek na okładce – Gazeta Wyborcza
* * *

Na początek felieton filmowy o kurtce z ostatniego numeru naszego magazynu.
AI Bareja Bradbury Conrad Cybulski Diuna Dukaj Fantastyka religijna Francja Gwiezdne Wojny Historia Horror Huberath Jęczmyk Kloss Kobiety Korzyński lektury Lem Masterton Mickiewicz Muzyka Niemcy Orbitowski Oscary Parowski political fiction Postapo Romantyzm Rosja Sapkowski Seriale Sienkiewicz Simmons Stuhr Sztuczna Inteligencja Szyda Słowacki Tolkien Twin Peaks Ukraina Vonnegut Wojna Ziemkiewicz Żuławski


