Author: Ryszard Ochudzki

Mary Doria Russel - Wróbel

Mary Doria Russell w czasach okładania pałą

Wrócił Wróbel!!! Wydawnictwo Vesper wznowiło klasyczną powieść Mary Doria Russell. W nowej ładnej szacie graficznej i w klasycznym tłumaczeniu giganta sztuki translatorskiej – Andrzeja Polkowskiego. Przy tej okazji odświeżamy tekst Ryszarda Ochudzkiego o „mini sadze Wróbla”.

Gamedec

Gamedec – broni się po 20 latach?

W ramach zbrojeń przed Pyrkonem, w końcu przeczytałem „Gamedec” Marcina Przybyłka. Pierwsze wydanie z SuperNowej z 2004, leżało u mnie od czasów Polconu w Błażejewku. 22 lata – więc czekało (a jak z bicza strzelił)
O ile wcześniej odkładane lektury po latach fajnie się bronią, o tyle „Gamedec” nie bardzo.

Ignacy Krasicki

Kiedy trwoga to do fantastyki – Krasicki, Mackiewicz, Piasecki

Przednówek nigdy w naszej części świata nie był lekki. Na ten czas (swojski – nie Wojski), dobrze jest poczytać tych, co umieli oddać ducha takich momentów w losach indywidualnych jak i zbiorowych. Takiej pozornej martwoty, odrętwienia i z dogasającą nadzieją, tuż jednak przed przełomem, który przyszedł, musiał przyjść jak wiosna – choć nie za ich życia.

Fantastyka jako strategia przetrwania po upadku państwa? Piszą Krasicki, Mackiewicz i Piasecki.

Orgazmomat

Świat po zagładzie patriarchatu – Ian Watson, Orgazmomat

Odszedł Ian Watson – przypominamy nasz tekst o jego książce Orgazmomat. Chcesz w towarzystwie powiedzieć coś niebanalnego o autorze? Przeczytaj.

i ujrzeli człowieka

I ujrzeli człowieka – byleby gadali…

Niezawodne wydawnictwo Rebis w swojej serii przypominające klasyczne dzieła SF, zrobiła swoisty „prezent” na Wielkanoc AD 2025 wydając tę książkę ponownie. Poprzednie bowiem wydanie w 1992 roku wyszło spod edycji słynnego CIA-Books Savario (wydawcy m.in. trylogii JRRT), więc sporo czasu upłynęło. Książka nagrodzona Nebulą w 1966 roku, niewątpliwie w Polsce 1992 roku mogła się wpisać w reakcję antyklerykalną, jaka wybuchła po upadku komunizmu.

Oscary

Dwie strony Oscara. Jedna bitwa vs Wielki Marty

Tegoroczny przegląd oscarowy zakończę raczej na dwóch filmach. Spójrzmy, na najbardziej nagrodzone dzieło „Jedna bitwa, po drugiej” Paula Thomasa Andersona i wielkiego przegranego czyli film „Wielki Marty” Josha Safdie.

Twardoch

Twardoch A.D. 2026

Planowane odwiedziny miasta stołecznego Poznań coraz bliżej (Twardoch ma się pojawić na Targach Książki w niedzielę 15 marca), to warto wspomnieć o lekturze jego ostatnich dzieł według starego idiomu, czyli narracji męskiego mężczyzny w średnim wieku, Ślązaka, gardzącego polskością, bezbożnego ale z czarnymi bogami/istotami w tle oraz historią i Historią, z koniecznym opisem genitaliów oraz broni i amunicji.

Dan Simmons

Dan Simmons – Hyperion

W hołdzie dla zmarłego mistrza Simmonsa przypominany refleksje redaktora Ochudzkiego sprzed kilku lat

***

Wiemy, że dawne przeboje czytelnicze mogą brzydko się zestarzeć. Czy po 30 latach, świat Hyperiona może przemówić do czytelnika czasów wojny i pandemii?

Wojnarowski

Wojnarowski – Miraż – Czyśmy wszystko zapomnieli?

Można, więc zanurzyć się w „Mirażu” by odnaleźć dawno nieodczuwane wspomnienia o świecie i o Polsce sprzed cyfrowego tsunami, gdzie obrazem i dźwiękiem przeżywało się filmowe katharsis, bez streamingowej pauzy. Gdzie film był przeżyciem, a nie przeżuciem popcornu i napoju na bazie orzeszków cola czy kolejnego serialowego sezonu po sezonie.

Andrzej Łapicki

Andrzej Łapicki wróży nam naszą przeszłość

Zbliżają się Andrzejki, więc wspomnę jednego ze znanych niegdyś Andrzejów, przynajmniej w pokoleniu co przemija. To Andrzej Łapicki.

Pan Andrzej przypomina o tym co było i wróży po andrzejkowemu lejąc nie za dużo, nie za mało literackiego wosku swych wspomnień i przemyśleń mającego odpowiedzieć na pytanie, co będzie, nas czekać na jesieni życia.

clarke

Arthur C. Clarke – Spotkanie z

To było moje pierwsze, przyznaję, spotkanie z tym autorem w wersji książkowej. Niedawne wydanie Sir Clarke’a w serii Rebisu temu sprzyjało. Jak się udało to rendez-vous?

Bobkowski

Andrzej Bobkowski – Na tyłach – teoretyk emigracji

Tematy jakie bierze na warsztat, stara się też wyrwać poza nawias polskości. Za patrona mając Josepha Conrada, mocno akcentuje fakt, że emigracja nie jest zdradą Ojczyzny a wyrazem wolności i prawa do życia na swoich warunkach.

Próbuje eksplorować pojęcie „kosmopolaka” – co dotychczas kojarzyło mi się z twórczością Jacka Kaczmarskiego, ale jak widać, to była swoista doktryna emigracyjnych artystów.

A więc kosmopolak przez rezygnację z zaściankowej polskości, może wyjść na pozycję twórcy ogólnego (czyli mieć efekt Conrada, którego dzieła o Afryce na czele z „Jądrem ciemności”, dziś są światową klasyką wobec Sienkiewicza, który z tematu Afryki wycisnął sentymentalnie polską „W pustyni i w puszczy”).

hail mary

Projekt Hail Mary – ale film może się udać

Za pół roku do naszych kin trafi ekranizacja Project Hail Mary.

Zanosi się na epickie SF – mocniejsze niż Marsjanin tego samego autora.

Uprzedzając to wydarzenie Redaktor Ochudzki Ryszard zachęca (a może zniechęca) do lektury.

OSA

OSA – Eric Frank Russell – krótka ale treściwa książeczka

Polecamy przyjemną i pożyteczną książkę na lato.

Przy okazji zapraszamy do nowej kategorii „Pieśni wojny”.

NÓŻ W WODZIE

Nóż w wodzie na własnej skórze

Zapraszamy do krótkiego tekstu na otwarcie cyklu „Wakacje literackie”. Dziś Nóż w Wodzie oczami człowieka, który wędrował w łódce.

Alphaville

Alphaville – Godard, doczytaj Lenina!

W końcu zaliczony klasyk „Alphaville” J-L Godarda. Nastawiłem się pozytywnie, ale niestety rozczarowanie. Film wyglądał jak skrzyżowanie naszej Hydrozagadki z filmami naszych kolegów z Planu 9, czyli fantastyki korzystającej z „dekoracji” rzeczywistości, nadającej im fantastycznej perspektywy (jak lokacje na Cytadeli w Poznaniu), ale bez humoru i dystansu, nieznośnie poważnie, więc groteskowo i… nudno. Filmu nie ratują nawet ładne panie w negliżu. Jakoś się to wszystko nieładnie (oprócz pań) zestarzało, narracja się rwie, główny bohater jest

Anora

Anora – Hollywood w bohaterskiej walce o rosyjskie interesy

Nie wiem jak pokaźne środki ze strony „biednych i szkalowanych Rosjan” musiały wjechać do kieszeni członkom Akademii, żeby ten film otrzymał tyle nagród, ale zdaje się, że wyszło przyjemne z pożytecznym. Skoro Anora wygrała co najważniejsze, tegoroczne Oscary, to można odczytać go jako ukłon Hollywood dla nowego prezydenta USA, który właśnie tak widzi Rosjan i ich „biznesy”. Pięknie pomyślane!

Ocieplenie wizerunku na masowym polu, w dodatku z udziałem aktorów zaangażowanych w propagandę Putina. Majstersztyk! Nie przypadkowo inny wielki, szkalowany Rosjanin – Włodzimierz Lenin stwierdził, że kino to najważniejsza, że sztuk!

prawdziwy ból

Prawdziwy ból – czy polska „Podróż na Wschód” uleczy świat?

Przyjazd do Polski, do jądra ciemności i bólu dla potomków ocalałych z holocaustu, był właśnie taką terapią szokową.

Otępienie wywołane lekami i uśmiechnięta rozpacz przykrywająca egzystencjalny ból, bezsensowności istnienia, wyprzeć ma większy ból. Wejść do baraków czy komory gazowej w obozie na Majdanku i zobaczyć czy nadal się coś czuje, poczuć większy ból niż się ma na co dzień życiem tak poukładanym i zabezpieczonym, że aż się żyć nie chce.

brutalista

Brutalista. Trochę Tyrmand. Trochę Pianista.

Odnosi się wrażenie, że to wariacja na temat tego rodzaju historii z holocaustem w tle, ale tym razem bez rozczarowującego dla zachodnich widzów zakończenia (gdy po całej epopei okupacyjnej, u Polańskiego, Władysław Szpilman w końcowej scenie znowu gra w polskim radio, jak na początku filmu, jakby nic się nie stało).

Nasz pan Romeczek zrobił bowiem zakończenie „Pianisty” zgodnie z naszym duchem radzenia sobie z traumą wojenną, a więc straszna wojna się skończyła, Polska odzyskała (?) wolność, możemy żyć i odbudować nasz kraj, „my żyjemy” i cieszymy się. Takie zakończenie zniesmaczyło część zachodnich widzów (jak można życie we wschodniej Europie uznać za happy end).

Siedem

Siedem bohaterów głównych polskiego kina

O zmarłym dziś Stanisławie Tymie pisaliśmy nieraz i jeszcze nieraz napiszemy. Ale dziś wspomnijmy jeden tekst gdzie został on wymieniony jako najważniejsza postać męska polskiego kina.

Do tego im dalej idzie świat, tym bardziej aktualna to postać.

***

Bohater Misia to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość naszego kraju. Zamień Misia na cokolwiek innego- innowacja, ekologia, projekt unijny, pandemia – i masz dokładnie te same mechanizmy i schematy działania, postawy uczestnictwa, ogrywania słabszych, walki o swoje, w tle kasa i kobiety, którym wystarczy kupić futro, choć już nie w Leningradzie. To bohater na nasze czasy – nomadów bez stałego miejsca, relacji, posady i zabezpieczenia. Gra ostro i do końca, według własnych zasad.

hiob

Hiob: Komedia sprawiedliwości. Robert A. Heinlein

Sporo humoru (w końcu to komedia), ze sprawiedliwością różnie, w zamian sporo konwencjonalnego seksu chłopa z gołą babą (tutaj nasz autor wykazuje się wyczuciem na cnotę niewieścią, niczym biblijni starcy dla pięknej Zuzanny).

przesilenie

„Przesilenie zimowe” i stare dobre prawdy

To film bez efektów, oparty na dialogach, emocjach, klasyczny obraz o dojrzewaniu (chłopaka do bycia mężczyzną, ale też starego faceta do bycia mężczyzną, samotnej kobiety do przyjęcia straty dziecka).

Nakręcony dosłownie w starym stylu.

Na pewno warty uwagi, w dobie szalonych efektów, durnych fabuł i wykreowanych cyfrowych światów), można obejrzeć bez obaw, że twórcy odwalą jakieś wydumane reinterpretacje podstawowych pojęć.

Tu pojęcia są zachowane w ujęciu klasycznym jak i stare, dobre prawdy.

Harry Angel

Harry Angel po latach – warto, póki jest czas

Bardzo dobrze wpisuje się w nasze czasy – pięknych, młodych, wymuskanych z dużych miast, którzy w nic nie wierzą, a dopada ich eschatologiczne zło, wypracowane w istocie ich własnymi rękami.

Aż poleje się krew

Aż poleje się krew – Adam… Hiob… I’m finished

Jeden z lepszych filmów ever „Aż poleje się krew”.

O roku ów (2007). Jakież tam były filmy w wyścigu po Oscary! Przegrać z „To nie jest kraj dla starych ludzi” to poziom rywalizacji Nykänen z Weißflog!

Jędrusik

Nasze pokolenie przeprasza za film o Kalinie Jędrusik

Minicykl opowieści o filmach „kobiecych”. Dziś część pierwsza.

„Bo we mnie jest seks” – film o Kalinie Jędrusik. Reżyseria Katarzyna Klimkiewicz

Fascynująca postać, czasy Gomułki, środowisko Kabaretu Starszych Panów, literatów ze SPATiFu, małej dusznej stabilizacji, niesamowitej jazzowej muzyki i barwnych anegdotycznych postaci, z którymi choćby krótki dialog krzesałby iskry na ekranie.

Przepis na super film.

Czy mogło coś pójść nie tak?

Otóż mogło. Film nakręciła, plus scenariusz z koleżanką zrobiła reżyserka tandetnych seriali… To wszystko widać, słychać i czuć.

1 2 3