
Gamedec – broni się po 20 latach?
Ryszard Ochudzki - 16 czerwca, 2026W ramach zbrojeń przed Pyrkonem, w końcu przeczytałem „Gamedec” Marcina Przybyłka. Pierwsze wydanie z SuperNowej z 2004, leżało u mnie od czasów Polconu w Błażejewku. 22 lata – więc czekało (a jak z bicza strzelił).
O ile wcześniej odkładane lektury po latach fajnie się bronią, o tyle „Gamedec” nie bardzo.
* * *

Owszem, na plus – jest to napisane prosto (bez zdań wielokrotnie złożonych z wieloma dialogami, co należy docenić w trudnościach percepcyjnych skomplikowanej lektury wieczorem w dniu roboczym). I jest ułożone tak jak lubię – w praktyce każdy rozdział, to w sumie odrębne, zamknięte opowiadanie połączone osobą głównego bohatera oraz kilku bohaterów pobocznych.
Tytułowy Gamedec (jak czytam autor sobie zastrzegł prawa autorskie do tej nazwy) Torkil Aymore swoje przygody w wirtualnym świecie i Warszawie pod koniec 22 wieku prowadzi w stylu chandlerowskiego detektywa.
Pamiętam jak śp. Maciej Parowski ciągle ten typ bohatera w swoich analizach przerabiał, na czele z Geraltem. I jak się zżymał na fantastykę rozrywkową, którą „Gamedec” w pełni prezentuje.
Jest to w zasadzie bardzo szczeniacki bohater, z fantazji dorastających chłopaków – choć powstał w wieku w miarę dojrzałym u autora, a więc po trzydziestce. Torkil żyje w dopaminowym cugu: w realu z drinkiem z whisky, w wirtualu na coraz to bardziej wykręconych grach, w których może przebywać wiele dni dzięki chemicznemu wsparciu ograniczeniu potrzeb fizjologicznych.

Fajne, nie? Jak się wyloguje, ot tak, spadają na niego zlecenia (ech jakaż fantazja wolnych strzelców), dzięki czemu produktywnie zajmuje czas rozwiązując zagadki albo inne problemy, po czym kupuje nowe gadżety, dla osiągania w istocie nowych leveli czyli większych zleceń za większą kasę, rozkochując w sobie kolejną panienkę…
W starciu z moralnymi problemami Torkil tonizuje się alkoholem i pieniędzmi. Czasem złapie go refleksja psychologiczna, pokroju dzisiejszych podcasterów. Nie ma problemu z przespaniem się, choćby wirtualnym ale jednak z klientkami (nawet ledwo pełnoletnimi), co w dzisiejszych czasach pewnie dałoby bana autorowi w wielu środowiskach, gdzie uchodzi za postępowego sprzymierzeńca.

Trzeba oddać, że napisane ponad ćwierć wieku temu momentami da się wyprząść w dzisiejsze rozważania o transhumanizmie (zwłaszcza wątek związku z wirtualną partnerką, którą potem fajnie pokazał Denis Villeneuve w kontynuacji Blade Runnera).
Nienachalnie przewiduje dylematy moralne, bo to dobra książka dla dorastającej młodzieży (albo wiecznych chłopców).
Powstało tego sporo kontynuacji. Grę mam nawet w ramach darmowych promocji na Epicu, ale nie bardzo mam ochotę podążać dalej za losami tego bohatera i spędzać czas w tym świecie.
Jestem na to za stary…
Ryszard Ochudzki
* * *

Fantastyka jako strategia przetrwania po upadku państwa? Piszą Krasicki, Mackiewicz i Piasecki.
AI Bareja Bradbury Conrad Diuna Dukaj Fantastyka religijna Groza Gwiezdne Wojny Historia Horror Houellebecq Huberath Jęczmyk Kloss Kobiety Komunizm lektury Lem Lynch Masterton Mickiewicz Niemcy Oscary Parowski political fiction Postapo Pyrkon Romantyzm Rosja Sapkowski Sienkiewicz Simmons Stuhr Szyda Słowacki Tolkien Twardoch Twin Peaks Tym Ukraina Vonnegut Wojna Ziemkiewicz Żuławski


