
John Varley – Milenium – Rozmowa z Jęczmykiem
Ryszard Ochudzki - 17 lipca, 2026Jesteśmy na tym etapie życia, gdy niestety, by pogadać z kimś fandomowo bliskim, trzeba coraz częściej sięgnąć po to, co zostawił w swojej twórczości.
Taki na przykład Lech Jęczmyk, po którym na tym łez padole wciąż przewija się sporo tekstów i tłumaczeń, nieodkrytych przeze mnie wcześniej. W tych ostatnich miał zwyczaj dodać kilka słów od siebie, co samo w sobie było osobną eseistyczną wartością.
Tak też było w przypadku tłumaczenia rozbudowanej z opowiadania powieści – John Varley „Milenium„.
Rzecz jasna dzięki przypomnieniu tego dzieła przez serię Rebisu, trafiła niedawno w moje ręce, co ciekawe, w momencie, gdy pomyślałem na jednym fandomowym spotkaniu przy piwie, coś na kształt, że „szkoda, że z Lechem już pogadać nie można”. Dosłownie jak z nieba, w tym momencie wpadła mi do ręki ta książka.
Na szczęście więc, myliłem się. Można, choć właśnie tak.
Jęczmyk byle czego nie tłumaczył, więc to, co wyszło spod jego skrzydeł, warte jest uwagi.
Ponadto Lechu zabrał się za „Milenium” w drugiej połowie lat 90. XX wieku, a więc w złotym czasie felietonów „Nowe Średniowiecze” w Nowej Fantastyce.
Widać pazur doświadczonego i świadomego tłumacza. Starał się oddać polskiemu czytelnikowi różną dynamikę językową tej opowieści, gdyż mamy dwie narracje głównych niejako bohaterów – człowieka współczesnego (pisania powieści, a więc połowy lat 80.) i kobiety z głębokiej przyszłości.

Historia „Milenium” bazuje na zgrabnie pomyślanym „zracjonalizowaniu” protestanckiej wizji końca czasów poprzez tzw. „rapture”. W skrócie, zgodnie z zapowiedziami biblijnej Apokalipsy, na końcu czasu sprawiedliwi i dobrzy (cokolwiek to znaczy) zostaną żywcem porwani do Nieba przez legiony aniołów, by uniknąć apokaliptycznych rządów bestii na Ziemi.
Są zabrani tak jak stoją – zostają puste ubrania na pustych miejscach w biurach czy samolotach. Mocno to siedzi w amerykańskich autorach (pisał o tym i Heinlein w „Hiobie….” czy Chiang w „Piekło to nieobecność Boga” i wielu innych). Można też przyjąć, że swoistą wariacją w temacie są porwania przez UFO, co pokazał Spielberg w „Bliskich spotkaniach 3 stopnia”.
Varley po swojemu ogrywa ten wątek, bo mamy trochę tego (apokalipsy końca czasów) i tego (porwania bynajmniej nie przez anioły). Tym „aniołem” jest właśnie kobieta, szefowa swoistego komanda czasu, które cofa się w przeszłość by ratować ludzi z katastrof (naturalnych czy sztucznych jak wypadki samolotowe).
Mamy więc z jednej strony chaotyczną, ostrą narrację przyszłości (taki cyberpunk). A z drugiej – historię faceta na rozdrożu życia w rzeczywistości lat 80. XX wieku (po rozwodzie, tonącym w kieliszku), który należy do komisji wyjaśniającej wypadki lotnicze. Trafia na miejscu katastrofy na dziwny przedmiot i dziwne zbiegi okoliczności (sekcja pokazuje, że wszyscy pasażerowie jedli to samo?).
A gdy mężczyzna spotka kobietę, rzecz jasna musi narodzić się związek, choćby dzieliło ich wszystko, na czele z czasem i przestrzenią. Zanurzamy się w więc w tych prądach czasu, głęboko znanych fantastyce wątków paradoksów czasowych (Lech Jęczmyk w słowie od siebie, i sam autor wymienia zestaw takich inspirujących dzieł).
Dla mnie miejscami mocno pachniało narracją, którą wykorzystał potem Christopher Nolan w nieudanym ale intrygującym „Tenecie”. Trudne w percepcji paradoksy czasowe wyskakują co chwilę z kart książki niczym umęczone króliki z kapelusza, ale tak naprawdę chodzi o to, co zawsze, czyli poszukiwania odpowiedzi na odwieczne pytania o sens życia w obliczy nieuchronnej śmierci.
Czy wszystko czym człowiek żyje i z czym się zmaga, jest w takim razie jest bez sensu skoro umieramy a świat zmierza ku zagładzie?
A może jednak jest coś więcej, jakieś ocalenie nas samych i naszych bliskich? Jak by to miało wyglądać? Biblijnie czy trochę inaczej?
Varley pokazuje swoją, specyficzną ale ciekawą wizję. Kto lubi tego rodzaju historie, gdzie (pozwolę sobie zdradzić) apokaliptycznie (sic!) wszystko w miarę dobrze się kończy, a miłość przełamuje bariery czasu i przestrzeni, niech więc sięga po „Milenium”.
Dzięki Lechu za ten sygnał z innego wymiaru, do pogadania w kolejnych książkach!
Ryszard Ochudzki
* * *

AI Bareja Biblia Conrad Diuna Dukaj Fantastyka religijna Groza Gwiezdne Wojny Historia Horror Houellebecq Huberath Jęczmyk Kloss Kobiety lektury Lem Lynch Masterton Mickiewicz Niemcy Nolan Oscary Parowski political fiction Postapo Romantyzm Rosja Sapkowski Sienkiewicz Simmons Stuhr Szyda Słowacki Tolkien Twardoch Twin Peaks Tym Ukraina Vonnegut Wiedźmin Wojna Ziemkiewicz Żuławski


