
Na morza dnie, gdzie kraken czai się
Miłosz "Nyxgrim" Hernes - 16 listopada, 2025czyli o miłości i nienawiści człowieka do morza
Mamy lato więc dobrym pomysłem byłoby wybranie się nad morze, prawda? OTÓŻ NIE! Jak dowodzą podania i legendy (a dziś również fantastyka) od mórz i oceanów należy się trzymać z daleka – jeśli nie dorwą nas tam krakeny czy inne lewiatany to z pewnością zrobią to ryboludy albo syreny. Nie podlega wątpliwości, że ludzie od zarania dziejów obawiali się oceanów, lecz równocześnie nimi fascynowali, i jak się okazuję ta ambiwalentna relacja człowieka z morzem trwa do dziś.
* * *
Dwulicowe oblicze
Czy pamiętacie może tę scenę z “Odysei” Homera, gdzie Odys za namową wiedźmy Kirke, zalepia uszy swojej załodze, aby ci nie usłyszeli hipnotyzującego śpiewu syren, którym te zwabiały żeglarzy na pewną śmierć? Tam to też Odys, sam nie mogąc powstrzymać swojej ciekawości, każe się przywiązać do masztu, by móc usłyszeć śpiew wodnych panien i jednocześnie przeżyć. Gdy dźwięk dobiega do jego uszu heros robi co może by oswobodzić się z więzów i rzucić do morza, choć wie doskonale, że spotka go tam niechybna zguba.

Mimo, że utwór ten ma już dwa i pół tysiąca lat z hakiem, to fragment ten chyba najlepiej obrazuje relacje człowieka z morzem, która mimo mijających stuleci pozostaje niezmienna. Ocean wciąż, mimo postępującego progresu technologicznego, pozostaje w znacznej większości niezbadanym i nieodgadnionym obiektem fascynacji i trwogi, a związane z nim fantazmaty na zawsze przeniknęły do zbiorowej ludzkiej świadomości. Dość powiedzieć, że choć Odys został uwieczniony dzięki historii swojej podróży, to właśnie syreny zrobiły w (pop)kulturze bardziej dynamiczną karierę.

Morskie panny przeszły (a raczej przepłynęły) od czasów “Odysei” drogę od melancholijnej baśni w postaci “Małej Syrenki” Hansa Christiana Andersena, przez jej nie mniej słynną adaptacje z 1989 r. produkcji Disney’a, w której to historia ta została dostosowana dla młodszych widzów, aż do seriali i filmów dla nastolatków pokroju “H20 – wystarczy kropla” (Jetix: 2005-2009 – pamiętamy [*]). Oprócz tego pojawiły się jeszcze później próby powrotu do korzeni (a może raczej wodorostów) mitu o syrenach w postaci filmów takich jak “Syrena” z 2001 r., a nawet nasze polskie “Córki Dancingu”. W obu tych produkcjach tytułowe bohaterki są przedstawiane jako istoty z pozoru piękne i ponętne, ukrywające jednak bardziej złowieszczą i krwiożerczą stronę.
* * *
Zew głębin
Syreny polujące na żeglarzy to jednak jedynie czubek góry lodowej – alegoria ta jest zresztą bardzo adekwatna jeśli choć raz w życiu słyszeliście wyświechtany tekst, że lepiej znamy powierzchnię księżyca niż dna oceanów. A jak wiadomo ludzki umysł nie znosi pustki i zastępuje ją sobie domysłami, a nawet halucynacjami. Zwłaszcza gdy dostarczy mu się kontekst w postaci np. doniesień o zatopionej cywilizacji jaką jest Atlantyda.

Nazwa ta pojawia się po raz pierwszy u kolejnego starożytnego Greka – tym razem u Platona – i miała określać rozwiniętą helleńską cywilizacje, która miała zostać pochłonięta przez morze w wyniku trzęsienia ziemi. Mit ten okazał się na tyle atrakcyjny, że przetrwał próbę czasu i doczekał się licznych interpretacji ze strony filmowców. Na przykład w “Aquamanie” jest to wspaniałe, tętniące życiem miasto zamieszkałe przez ludzi, którzy przystosowali się do życia w wodzie. Na poszukiwaniach mitycznego miasta opiera się również “Zaginiony ląd” Disney’a (osobiście uważam, że to jeden z najbardziej niedocenianych filmów tej wytwórni) , gdzie w istocie okazuje się być ona wysoce zaawansowaną technologicznie cywilizacją, której mieszkańcy zapomnieli o swoim dziedzictwie.
Morskie dno, biorąc pod uwagę jego rozmiar i nasz wspomniany wcześniej wysoki poziom niewiedzy na jego temat, może skrywać jednak o wiele więcej niż coś, co jest jedynie dziełem ludzkich rąk. Film “Głębia” Jamesa Camerona ukazuje na przykład, że to właśnie nie w kosmosie, lecz w najdalszych głębinach oceanów powinniśmy poszukiwać śladów innej niż ludzka rozumnej rasy (o ile jeszcze nie wytruliśmy jej mikroplastikiem).
Zapuszczanie się w głębiny to jednak jeszcze bardziej niebezpieczne zajęcie, niż pływanie po jego powierzchni. Panujące tam ciśnienie i wszechogarniający mrok sprawiają, że nawet najmniejsza awaria starannie zaprojektowanego sprzętu może prowadzić do szybkiej śmierci. Doskonale tę nieciekawą sytuację przedstawia film “Głębia strachu”, gdzie ocalali z katastrofy stacji badawczej muszą zmierzyć się nie tylko z panującymi na zewnątrz ich skafandrów zabójczymi warunkami, ale również podwodnymi monstrami, którym bardzo daleko od syren zarówno pod względem uroku jak i rozmiaru.
* * *
Wszystkie potwory – duże i małe
A’propos rozmiaru – czy słyszeliście może o zjawisku gigantyzmu głębinowego? Według niego stworzenia, które na lądzie nie miałyby prawa urosnąć do żadnych niebotycznych rozmiarów w wodzie stają się prawdziwymi gigantami za sprawą tego, że otaczająca je woda neguje z grubsza niszczycielskie działanie grawitacji. Jednym z nich jest kałamarnica olbrzymia, która to być może stanowiła inspirację dla powstania legendy o jednym z najbardziej rozpoznawalnych morskich potworów – krakenie.
Przerażający obraz tego ogromnego mackowego stwora wyłaniającego się z morskich głębin by zatapiać statki wraz z załogą nie doczekał się chyba jak dotąd lepszej interpretacji niż w “Piratach z Karaibów”, gdzie sceny walki z krakenem stanowią jeden z najbardziej widowiskowych momentów w całej sadze.
Wcześniej widokiem swoich macek mógł nas uraczyć m.in. potwór z filmu “Śmiertelny rejs”, kiedy to atakuje on luksusowy statek pasażerski zmuszając ocalałych do walki o przetrwanie. Legendy o wielkich potworach morskich nie stanowią jednak, żadnego anachronizmu – gdy internauci dowiedzieli się, że w 1997 roku naukowcy zarejestrowali na Pacyfiku tajemniczy dźwięk, któremu nadano nazwę “Bloop”, w mig uznali, że jest to ryk ogromnej morskiej bestii.
Popularność tego typu historii i jest tak duża, że dzisiaj wystarczy wpisać w Youtube słowo “Thalassophobia”, by wyszukiwarka uraczyła nas animacjami takimi jak z kanały “Mr. Friend”, gdzie możemy z widoku pierwszej osoby przekonać się jakim doświadczeniem mogłoby być ściganym na środku oceanu przez ogromnego drapieżnika. Podobnych wrażeń dostarcza nam też dzisiaj branża gier wideo, gdzie w produkcjach takich jak “Subnautica” lub “Dredge” gdzie nie zwracanie na siebie uwagi morskich gigantów jest kluczem do przetrwania.
Nie oznacza to jednak, że wielkość morskiego stwora jest wyznacznikiem jego zabójczego potencjału, co ukazują filmy pokroju “Krwawy okręt” lub “W otchłani lęku”. W nich to pasożytnicze organizmy przejmują kontrolę nad członkami załogi statków, którzy to otoczeni przez wszechogarniającą wodę nie mogą nigdzie szukać pomocy.
Zresztą nawet na lądzie sytuacja również nie musi być godna pozazdroszczenia, co udowodniono już w 1953 r. filmem “Bestia z głębokości 20 000 sążni”, gdzie przebudzony wskutek testów bomy atomowej ogromny dinozaur zaczyna siać zniszczenie w Nowym Jorku. Film ten, choć pionierski w swojej dziedzinie, obecnie jest raczej pamiętany jedynie jako bezpośrednia inspiracja dla powstania najsłynniejszego wielkiego gada w historii kinematografii jakim jest Godzilla.
* * *
Idę na plażę
Jak się więc okazuje oceany i ich mieszkańcy potrafią być chciwi i zapalczywi do tego stopnia, że są gotowi pochłonąć ludzi nawet z pozoru bezpiecznego brzegu niczym fala tsunami. I w praktyce nie potrzeba do tego wiele – wystarczy, że morskie stwory o podłym usposobieniu wyposażą się w parę nóg umożliwiającym im poruszanie się poza wodą i już sucha ziemia przestaje być dla nas jakimkolwiek schronieniem. Sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy potrafią one udawać ludzi, a nawet – o zgrozo! – budować na powierzchni całe społeczności, tylko czekające aż nieświadomi podróżni wpadną w ich sieci (i tym samym los rybaka i ryby uległ brutalnemu odwróceniu).
Taki scenariusz wydał się niewątpliwie przerażający wesołkowi H.P. Lovecraftowi, gdy w 1931 r. opublikował on jedno ze swoich najbardziej emblematycznych opowiadań “Widmo nad Innsmouth”. Oprócz typowych dla siebie motywów potwornych bóstw, zdegenerowanych kultystów oraz postępującego szaleństwa głównego bohatera, autor rozbudowuje w nim swoją mitologie o tzw. istoty z głębin (ang. The Deep Ones) – rasę ryboludzi, będących potomkami nadmorskiej społeczności, która niegdyś zaczęła czcić podwodne bóstwo Dagona. Historia ta została w 2001 r. w całkiem sprawny sposób uwspółcześniona i przeniesiona na ekran z sprawą filmu “Dagon”.

Historia ryboludów w kinematografii jest jednak znacznie dłuższa, bo już w 1954 r. widzowie mogli obejrzeć w kinach “Potwora z Czarnej Laguny” produkcji Universal Pictures. Choć pojawiający się tam “Gill-man” pozostał raczej w cieniu słynniejszych antybohaterów wytwórni takich jak Dracula czy stwór Frankensteina, to jego historia okazała się na tyle kultowa, że jej echa da się wyczuć w późniejszych filmach o dwunożnych rybach.
Obrzydliwy rybolud albo nawet cała ich zgraja porywająca kobiety? Na tym motywie opiera się fabuła “Humanoidów z głębin” z 1980 r. A może to ludzie sami są sobie winni, bo wtargnęli na teren mieszkańców morza i czymś ich rozjuszyli – tak w skrócie można opisać film “Chłodny Dotyk” z 2017 r.
Za najciekawszy motyw “Czarnej Laguny” reżyser Guillermo Del Toro uznał jednak relację ryboluda i ludzkiej kobiety. Jego oscarowy “Kształt wody” korzysta z wyraźnie inspirowanych oryginalnym filmem elementów w celu odpowiednia romantycznej, i w wielu momentach wręcz baśniowej, historii o rozwijającej się relacji pomiędzy samotną sprzątaczką, a uwięzionym z dala od domu wodnym stworzeniem.

* * *
Hej Ha! Kielichy wznieśmy!
Ocean nie musi jednak wysyłać do nas ogromnych potworów ani armii ryboludów, żeby stanowić dla nas zagrożenie. Potrafi też działać w bardziej subtelny choć nie mniej niebezpieczny sposób, atakując nie nasze ciała lecz równie podatne na szkody umysły.
W inspirowanym prawdziwą historią “Lighthouse” reżyser Robert Eggers przedstawia nam historię dwójki bohaterów (znakomicie zagranych przez Roberta Pattinsona i Willema Defoe), którzy obejmują funkcje latarników na odizolowanej wyspie. Ich niełatwa sytuacja, potęgowana jedynie przez pierdy i inne złośliwości starego latarnika względem protegowanego i dziwne zjawiska, których młodszy z dwójki jest świadkiem, staje się wprost dramatyczna, kiedy zostają odcięci od świata przez zdający się nie mieć końca sztorm. Atmosfera paranoi i wzajemnych podejrzeń jest jedynie potęgowana przez postępujące zatracanie się bohaterów w alkoholowym cugu.

Film zręcznie wymyka się jednoznacznym interpretacjom – według jednej ocean jest tutaj aktywnym partycypantem wydarzeń i zagrożeniem z lubością pastwiącym się nad parą latarników, a według innej wszystkie niewytłumaczalne zjawiska pokazane na ekranie to tylko wytwór wyobraźni młodszego z mężczyzn, a sam ocean… po prostu jest. Nie żywi w stosunku do nich żadnych animozji, ponieważ nawet ich nie zauważa. I być może ta interpretacja jest bardziej przerażająca, bo w starciu z beznamiętnym żywiołem największym wrogiem człowieka okazuje się on sam. On plus skłonność do alkoholu.
Nie bądźmy jednak zbyt surowi dla napojów wyskokowych, bo gdy w filmie morze atakuje ponownie w bardziej fizycznej i cielesnej formie “Trzeźwe Potwory”, pod postacią mackowatych potworów żywiących się krwią, mieszkańcy irlandzkiego miasteczka odkrywają, że stworzenia nie przepadają, gdy w ich posiłku znajdują się promile. Jedynym sposobem na przeżycie okazuje się więc upić się na umór.

Cóż, być może nasz ambiwalentny stosunek do alkoholu może posłużyć jako alegoria naszego stosunku z morzem – oba potrafią być równocześnie nęcące i niebezpieczne, wpływać na nasz umysł i ciało, no i pociągnąć nas na samo dno. W ostatecznym rozrachunku w żadnym z nich lepiej się nie topić.
Miłosz Hernes
* * *

AI Bareja Bradbury Conrad Cybulski Diuna Dukaj Fantastyka religijna Francja Gwiezdne Wojny Historia Horror Huberath Jęczmyk Kloss Kobiety Korzyński lektury Lem Masterton Mickiewicz Muzyka Niemcy Orbitowski Oscary Parowski political fiction Postapo Romantyzm Rosja Sapkowski Seriale Sienkiewicz Simmons Stuhr Sztuczna Inteligencja Szyda Słowacki Tolkien Twin Peaks Ukraina Vonnegut Wojna Ziemkiewicz Żuławski


