Jęk

Jęk

Jęk, to Bucza i Mariupol. To konająca matka obojga imion. Coś, czego nie znają słowniki zmieszane z ziemią, szczątkami ciał i zdradzonymi spojrzeniami dzieci. Czego nie znają gwarancje i umowy. I uściski prezydenckich dłoni w gasnących oczach i błyskach mdlejących fleszów.
Nie pozna jęku nic, co jękiem nie jest. Jak śmierć nie pozna życia.

Jak to możliwe? – słyszę. W słownikach, gdzie gości jęk, wszystko się zmieści i wszystko jest możliwe. I to, co nieprawdopodobne i to, co nieludzkie. Jeśli kiedyś w Mariupolu i Buczy zawisną firanki, jęk pomknie zmarszczkami piwnic, otoczy mchem pierścienie cokołów, grzybem przeżre sny nowej Europy. Na twarzy matki obojga imion będzie jak bruzdy zasianego czasu. A jeśli matka, na miejscu twarzy, ma dziurę? Głos, który słyszy Poetka jest jękiem wyrwy zmieszanej z ziemią, szczątkami głów, porzuconych na ulicach kończyn. I tamtych spojrzeń.

Jak głęboko? Jak bardzo, w planecie życia, jęk musi zapuścić korzenie? Trzeba mu przebić się na wylot? Otoczyć głowę Ziemi rysunkiem cierni? Na jaki owoc? Na jaki kwiat czekamy? Warszawa. Leningrad. Aleppo… Gdyby zrosły się korzenie jęku miast, z dziurami zamiast twarzy, zmiotłyby historię i pamięć.

Jak długo? Po co i dla kogo? Dla czyich dzieci? Książki palone przez nazistów krzyczały, że świat może być lepszy. Krzyczały kłamstwami. Które słowa będą jutro gwarancją? Czy odnajdą desygnaty? A jeśli te już dziś stoją na cmentarzach słów pełnych ziemi zmieszanej z wejrzeniami oszukanych? Coś, czego świat nie pojmie – widzę! – pomknie bruzdami piwnic, otoczy mchem pierścienie cokołów, grzybem przeżre ściany snów i rozsadzi telewizje karmiące nas spokojem współczucia. Na koniec: obetnie nogi spętane wzburzeniem.

Matko dwojga imion: Buczo i Mariupolu… Nie przebaczaj jak Aleppo, Leningrad i Warszawa.

Słowa! Przebaczcie dzieciom, że nie zdążyły wam uwierzyć, że nie zdążyły was nie pojąć.

Upiorne oblicze walca Szostakowicza, gdziekolwiek się ruszę…

Jak Poetki głosy…

Jak jęk Buczy i Mariupola…

Jak tożsamość matki obojga imion…

Słyszycie go wzrokiem? Ja – słyszę.

Artur Dudziński

Poznań, 11.04.2022

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.