Dukaj Top 5

Dukaj Top 5
Fot. Piotr Derkacz

Top 5 opowiadań Jacka Dukaja:

Chcesz się “znać na Dukaju”, podrywać dziewczyny, ale nie wiesz jak najszybciej się do tego zabrać? Tutaj podajemy najszybszą drogę do sukcesu. Żeby podryw nie był powierzchowny, dla każdej propozycji podajemy uzasadnienie – żebyś mógł bezstresowo nawijać. I to ładnym językiem.

fot. Piotr Derkacz

1 – Ruch Generała

To krótkie jak na autora opowiadanie, pokazało, że Dukaj gdyby chciał, to mógłby zostać królem wielosagowych epopei dziejących się w świecie fantasy z perspektywą SF (jak lubi często mieszać O.S. Card w swoich uniwersach), która oprócz tego mogła zostać systemem RPG, grą na pecety i konsole, a może i serialem na Netflixie.

Nie to jest jednak ważne. Po zmaganiach się z trudnymi do czytania tekstami Jacka, to opowiadanie, napisane przyjaźnie, przejrzyście, z jędrną treścią i wyrazistą puentą wzbudziło we mnie literackie oszołomienie i wielką wdzięczność do autora, że może tak pisać, i że mogłem to przeczytać – czyli z dużym poziomem fajności, z zachowaniem jednak radującego oczy warsztatu, płynącej wartko narracji, sprzyjającej dotknięciu w serduszku czułych strun.

Tak pisał w najlepszych opowiadaniach swych Sapkowski i inni wielcy polskiej fantastyki, oddając wszystko to, co w polskiej fantastyce kochamy.

Nasz Jacek pokazał, że też, gdyby chciał- to może. Niestety – nie chce.

Wybrał bowiem inną drogę, którą rzecz jasna szanuję.

To droga rzeźbienia w formie, budowania metajęzyka, próby stworzenia językowej transcendencji do człowieczeństwa w człowieku z pozycji demiurga-kreatora, w stylu Conrada, Joyce’a czy Manna, co jest wyzwaniem ambitnym, niełatwym, dla którego wykonania z sukcesem potrzeba ponad 1000 stron “Lodu”.

…ale ze stratą dla miłośników takich prostych konstrukcyjnie, krótkich opowieści, jak „Ruch Generała”, do których zalicza się piszący te słowa.

W idealnym świecie, którego nie ma i nie będzie, Dukaj mógłby swoje literackie zmagania z formą przelewać w książkach, ale w międzyczasie dawać „wypocząć” czytelnikowi w opowiadaniach takich jak „Ruch Generała”.

Dlatego tak ważny jest to tekst i stąd miejsce na podium.


* * *


fot. Piotr Derkacz

2 – Crux

Tekst, również jak na autora przyjazny językowo, z wyważoną porcją neologizmów, czy innych konstrukcji słownych, powodujących w niektórych ciekawych opowiadaniach, iż gubi się wątek po 3 akapicie.

Tutaj czyta się go świetnie, a napięcie rośnie z każdą kartką. Jest wysoko w rankingu, gdyż mamy idealny przykład tego, jakiego formatu to autor, który może stworzyć, jakby od niechcenia, porywającą wizję o jakimś tam prawdopodobieństwie, spójności, konsekwencji – która kompletnie się nie sprawdziła.

Pisana pod antologię opowiadań z wizjami Polski w 2050 roku panorama społeczeństwa neosarmackiego, wyrosłego na gruzach blokowisk PRLowskich, z buzującymi konfliktami i tarciami społecznymi…

być może była do zbudowania w zamierzeniach obecnie rządzących, ale jak widzimy AD 2022 – nic z tego nie będzie.

Zostaje ten tekst, pulsujący czernią i karmazynem i skrzeczący ostrzeżeniem jak kruk nad odnogą wartkiej, burzliwej alternatywnej rzeczywistości, którą widzą tylko prorocy fantastyki, do jakich nasz autor się w 100% zalicza.


* * *


fot. Piotr Derkacz

3 – Złota Galera

Tutaj wiadomy debiut, który wystrzelił w kosmos ś.p. redaktora Parowskiego i inne stare, fantastyczne wygi.

Mając malutkie, własne doświadczenie w kontaktach z debiutami literackimi w ramach “konkursów na opowiadanie”, potrafię zrozumieć szok i niedowierzanie, że tak pisze niespełna 16-letni młodzian.

Młodzieniaszkiem więc będąc autor wygenerował perełkę literacką, emanującą lękami i obawami początku lat 90tych XX wieku, gdy okazało się, zwłaszcza w pewnej dominującej narracji w gazetach, którym nie jest wszystko jedno albo, które na wszystko wywalają czerwony jęzor, że “czerwonych” zastępują “czarni”, a każda władza, niezależnie od barw, korumpuje i deprawuje rządzących.

Gorzka ta refleksja, młodzieńczo naiwna, co nie znaczy nieprawdziwa, przerobiona przez licealną wrażliwość, pokazała gigantyczny potencjał autora, który mógł dalej swoim pisaniem pójść w plastyczne, wyraziste wizje z poruszającą puentą, ale nie poszedł w tak prostym kierunku, z powodów, o jakich rozpisywałem się przy “Ruchu Generała”.

Jak tak autor zaczyna, to gdzie skończy? – zastanawiano się wtedy. Na szczęście odpowiedź jest nadal otwarta.


* * *


fot. Maciej Witkowiak

4 – Linia oporu

To jeden z ostatnich, relatywnie patrząc – opowiadań autora. Jest tu wszystko, co autora nurtuje, napędza, czemu dał wyraz w „Po piśmie” – mamy trudny język, konstrukcje zdań wymagające natężenia skupienia- ale treść, idea, jaka przewija się przez wątki tej opowieści jest porażająca.

To opowiadanie napisane za szybko, ono powinno powstać za 20 lat, byśmy mogli na nie spojrzeć z dystansem, z uśmieszkiem, że o, jakie fajne wizje, ale kompletnie nie trafione, ale nie dziś, bo…

dziś właściwie mamy tu wizję świata tuż za progiem a właściwie już się stającego, gdzie dotychczasowe pewniki związane z cielesnością, materialnością, płciowością, relacyjnością – rozpadają się pod naporem nowych technologii i transhumanistycznej rewolucji, której nie powtrzymają nawet postlinuxowe CIOTy.

Dla jednych może to i nadzieja na lepszą przyszłość, dla innych- do których zalicza się piszący te słowa, to ponura wizja, która mam nadzieję, pozostanie wizją, wyrazistą, jak „Crux” ale równie niespełnioną.


* * *


fot. Maciej Witkowiak

5 – Szkoła


Lata 90 XX wieku zrodziły sporo wspaniałych tekstów, publikowanych w „Nowej Fantastyce”, które nas ukształtowały, zmatrycowały naszą wrażliwość, przez co nie daje nam spokoju obecna sytuacja po ś.p. redaktorze Parowskim w świecie polskiej fantastyki, co też motywuje do tego, że wyciągamy trupa z szafy, mając nadzieję, że jeszcze jest jakieś życie na „innych Planetach”.

“Szkoła” była właśnie takim tekstem – kamieniem milowym, już w nim autor rzucił się językowo w zmagania z formą Conrada, Joyce’a i Manna, stwarzając poruszający obraz chłopaka, outsidera, straszliwie przeoranego przez rzeczywistość, doświadczającego niezawinionego cierpienia sprokurowanego przez los albo Kogoś z Dużej Litery, które jednak posłużyło do czegoś, do większego dobra.

Myślę, że w postaci bohatera “Szkoły” – jest sporo z autora, również wyobcowanego, stojącego gdzieś z boku wobec szalejących żywiołów świata, przyglądającego mu się z dystansem i refleksją, doświadczającego za nas kuksańców i kopniaków, ale dającego w zamian coś, co nas tu wszystkich gromadzi, uzdalniając nas tym do kontaktu z obcymi, z ciemnymi obszarami w nas samych i wokół nas.

Taka rola autora- literackiego mesjasza mogła być wyartykułowana szaloną autokreacją, superbohatera z łopoczącym płaszczem romantycznego wieszcza, z klęczącymi u stóp wdzięcznymi miłośnikami spijającymi słowa z ust i inne rzeczy z innych części ciała.

My na szczęście tego nie mamy – mamy skromnego, wycofanego wieszcza-kolegę, z którym można pogadać przy piwie, popisać na mailu czy posłuchać w dusznej, szkolnej sali. My, mamy to, na co zasługujemy i pozostaje mieć nadzieję, że On też dostanie swoją nagrodę, bo wart jest robotnik swojej zapłaty.

Mr White

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Formularz kontaktowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.